Głos w słuchawce. Nie uwierzysz kto właśnie przywiózł mi pizzę. Uwierzę we wszystko, tyle już widziałem… Nie przestaję się dziwić, ale wierzę. Dostawcą pizzy okazał się być człowiek z którym kilka lat temu trochę pracowaliśmy. Już wtedy pachniał autodestrukcją. Dziś śladowe ilości uzębienia, siwe włosy, ogólnie kloszardziany dizajn. Za nim zgliszcza mostów. Przeważnie nie potrafię wykrzesać z siebie nawet odrobiny współczucia dla takich ludzi. Mam swoje powody. Jednak jego jest mi trochę żal. Nie dlatego, że się znaliśmy. Nie poznaliśmy się zbyt dobrze, ale mieliśmy parę razy okazję porozmawiać. Opowiadał o sobie, o dzieciństwie i o swojej ówczesnej sytuacji, i jeżeli choć połowa z tego o czym mówił była prawdą, to nieszczęście miał gdzieś zapisane w gwiazdach. Po prostu nie uciekł od tego. Szkoda.
Miesiąc: Marzec 2019
Sy sy sY
Stałem na przystanku i celowo przepuszczałem tramwaj za tramwajem. Co prawda teraz i tak wszystkie jeżdżą obok mojej pracy, ale ja chciałem jechać dziewiątką. Jest zawsze mniej pełna, za to bardziej pusta. Mniej do straszenia moją ręką z horroru. Poza tym grając na zwłokę mogłem bezkarnie wdychać zwiewność, czy to przez szybę, czy też bez.
Szedłem przez przejście dla pieszych i celowo potrącałem ludzi. Nie był to najlepszy pomysł, ale miałem potrzebę wydarcia na kogoś ryja, miałem też ochotę jakiegoś ryja obić. Niewiele w sumie brakowało, na szczęście w ostaniej chwili w moim czerwonym tego dnia mózgu rozjarzył się zielony napis „po co?!”. Poczułem się głupio, ale wiedziałem też, że najdalej pod wieczór następnego dnia nie będę o tym pamiętał.
Spojrzałem w niebo. Ponad dachem budowli z której wyrastają przewody przemknął samolot. Ludzie nadal gdzieś w strasznym tempie popierdalają, za to ja wyhamowałem. I dobrze mi z tym.
Pam!
Podczas wspólnego weekendu najbardziej podobało mi się to, że nie musiałem gotować, oraz to, że obok naszego łóżka wisiał w ramach ozdoby i reklamy w jednym plakat przedstawiający muzeum mieszczące się kilkaset metrów od naszego osiedla. Memento mori, memento cotidianam.
Diane,
oczywiście był Dzień Kobiet i nagrałem dla Ciebie kasetę. Niewiele myśląc wysłałem ją, bo gdybym myślał, to mógłbym się rozmyślić. Rozmyślnie bym się przestraszył i przeoczył ten fakt, a Ty byś się przesłyszała. Ale skoro już przy tym jesteśmy, chyba odsłuchałaś ją jednym uchem.
blod ałt
blod
Życie przypomina chaotyczną jazdę po brudnej amfetaminie. Żaden tam zastrzyk pozytywnej energii po tabletach (tu tylko teoretyzuję), ale właśnie chaotyczny bieg brudnymi korytarzami ze szmatą nasączoną syfem Tablicy Mendelejewa zamiast mózgu. Kilka dni temu myjąc ręce splunąłem do umywalki krwią. Ot tak, nagle poczułem w ustach metaliczny posmak. Być może jadłem wcześniej coś, co mnie lekko skaleczyło, może tylko przygryzłem sobie policzek od środka, nie wiem, nie miałem czasu się nad tym zastanawiać, zupełnie tak samo jak teraz nie mam czasu pisać. Wzruszyłem ramionami, wytarłem ręce i opuściłem łazienkę. X lat temu pewnie nie mógłbym w nocy spać zastanawiając się co mi się dzieje, dzisiaj po prostu o tym zapomniałem. Tak samo zapomnę o tym, że rankiem natknąłem się na ślady krwi w muszli klozetowej.
ałt
Sporo tracimy w tym „amfetaminowym” biegu. Nigdy nie leciałem samolotem, nie byłem w saunie, nie próbowałem ośmiornicy, nie nurkowałem w morzu barwy śniadaniówki mojego syna. I jeśli mam być szczery, wcale nie jest mi z tym źle. Od rzeczywistości uciekam na swoje sposoby, nie zawsze rozsądne. Ale być może odrobinę się to zmieni, coś drgnęło w temacie czerpania pełnymi garściami z życia. Wyjeżdżamy na weekend. SAMI. Pierwszy raz od dwunastu lat. Co znamienne, to wyjazd ów został sprezentowany żonie na jej czterdzieste urodziny. Nie minął rok, i… No, chyba że się coś wykrzaczy.
!tO
Wróciło. Zawsze wraca w najmniej spodziewanym momencie, najczęściej gdy coś zaczyna się układać. Powinienem się już przyzwyczaić, że chwile niewielkiego uniesienia zwiastują okresy upadania. Może to skutek utraty krwi. Być może winne temu jest zaburzenie praw fizyki, to opóźnienie wynikające z uciekania sprzed obiektywu kamery. Bo przecież nie możemy przejrzeć się w lustrach, na wskroś. Możliwe, że wszechświat w ten sposób zachowuje jakąś tam swoją chwiejną równowagę. Szewc bezczelnie zapragnął ubrać jednak buty, no, to teraz ma. Utrzeć nosa siłami natury, zupełnie jak tej wiośnie, która ośmieliła się do nas przedwcześnie zaglądnąć. Potajemnie nocą pozrywać trakcje. Pod wieczór znienacka ograniczyć widoczność płatami śniegu. Niech dzisiaj nie wszyscy wrócą do domu.
międzyrzeczywistnie
Wykrzykuję bezradność. Wtajemniczam poduszkę w przepowiednie o schyłku ludzkości. Przetrwa, jak łatwo się domyślić, para: kobieta i mężczyzna. Za dnia łapię przeziębienie, ot tak, żeby porobić mniej niż zazwyczaj i mieć jakieś usprawiedliwienie. Bardzo głośno kicham na parkingu, okna mieszkań tworzą jakiś dziwny ciąg czasowy, w którym ileś pokoleń spogląda zza firanek na swoich ojców. Z modą na bakier, za to międzyrzeczywistnie.
słoniowo
Utalentowana osoba zaprasza mnie do rozmowy z osobą sławną. Witamy się więc po raz drugi, tak tak, pamiętam cię, aleś ty podobny do ojca… No tak, rozmowa schodzi na temat taty, pada kilka okolicznościowych frazesów, z każdą sekundą niezręczność sytuacji staje się wręcz namacalna. Bo jak tu niemalże w biegu rozmawiać o czymś tak totalnym, jak śmierć? Może źle do tego podchodzę, ale o ważnych dla mnie sprawach nie potrafię w ten sposób, nie gdy oczy rozmówcy błądzą gdzieś ponad moim ramieniem, w poszukiwaniu kolejnej osoby z którą wypadałoby zamienić kilka słów przed wyjściem na scenę. Stoję jak ten słup, coś tam bełkoczę, a w duchu dziękuję niebiosom, że akurat w tym momencie nie ma w pobliżu nikogo z ludzi (ha!) z którymi pracuję.
fix
w pracy dopada mnie „mój autyzm” nie umiem być swobodny oni młodsi ona patrzy oni imprezują ja mogę co najwyżej porozmawiać o alergiach i płytach które powstały zanim niektórzy z nich przyszli na ten świat choć podobno jestem lubiany zaakceptowany to chciałbym zniknąć nie chcę żeby patrzyła być może jestem nienormalny bo ważne są dla mnie takie chwile jak ta w której ktoś (ha!) wziął do ręki książkę którą obecnie czytam albo uśmiech przyklejenie mi do bluzy naklejki z napisem 040 i być może wzięło się to stąd że chwilowo się wyłamałem i powiedziałem że nie żywię urazy bo mam w dupie wszystko to o co się kłócicie i może tamte łzy na schodach tego potrzebowały a może to tylko ja chciałem przez chwilę być rycerzem na białym koniu ale tylko przez chwilę nie wyłamujmy się z drugoplanowej roli „mój autyzm” uaktywnia się też w domu bo chcę aby rozmowy telefoniczne kończyły się jak najszybciej bo nie umiem pociągnąć rozmowy po słowach „opowiedz mi coś”