lato niewiosna

Bez ostrzeżenia zmasowany atak powyżej zera. Bez okresu przejściowego, a już brudne sierpniowe światło. Rozedrgane powietrze i plamy potu od plecaka. Kiedyś ich nie było, przytyłem parę kilo. Nie było też innych rzeczy, zużywam się. Wyjeżdżam, bo oszaleję. Zmienić choć na chwilę. Coś, się.

snu dymny

Byłem odurzony zanim tam dotarłem. Wystarczyła sama wizja tego, jak ślady przeszłości przetną się z eksplodującą właśnie w zwolnionym tempie wiosną. Właściwie wszystko jest magiczne. I że ten trzeci, w drodze, przez tramwajową szybę. Nic w tym zaskakującego, tak miało być. We trzech w piwnicach bloku, w którym mieli kiedyś mieszkanie rodzice drugiego. Nigdy nie palił, za to ja wprost przeciwnie. Dziś nie słodzę kawy, a on wydmuchuje dym przez uchylone drzwi. Pożegnawszy się zataczam koła, w drodze. W którymś z tamtych okien jabcoki w ramach czwartkowych fakultetów. Jak już było odważniej, to tam dalej piwo, w jednej albo drugiej. Nazwy chyba te same. Dalej widok wstrząsający, istny cud w tej dzielnicy – ławkowy pan ćmiący cygaro. Takie wręcz komiksowe, wielkie i brązowe. Nurkują nibypszczoły, a mnie coraz bardziej chce się sikać, taksówka więc. W słońcu jest tam znośniej, nie odczuwam aż tak bardzo obecności. Powrót z dawna oczekiwany, dokładnie taki, jaki miał być. Przeszywający. Z uśmiechem na ustach.

Zielnie

Zielony człowień zniknął pomiędzy drzewami prawie dziesięć lat temu. Dziesięć lat, które złożyły się niczym kartka papieru na wiele połówek z połówek. Od tego czasu nikt nie przemalowuje jesieni.

Tu wieczny miot. Z kąt do kąt. Chwilowe pęknięcia prostych, odcinki na mgnienie. Tylko aby się przekonać, że jednak nie, oszustwo.

Wyniki badań świecą na czerwono, tak dla odmiany, żeby nie było nudno.

ein

Cudownie jest zapominać. Przypominanie nie jest już tak przyjemne, choć bywa. Sms informacyjny przypomniał mi o tym, że jednak potrafię być normalny. I być może dorośleję. Myśli zrywają się do lotu, nieszybują. Niepłyną. Nierozwidlająsię. Lato, jesień, zima… Coraz szybciej. Coraz bardziej tak samo. Bezpieczne pędy.