strzykłu

Nie ukłuło mnie nic gdy przechodziłem obok przygotowywanego wydarzenia artystycznego. Nawet nie przystanąłem, rzuciłem tylko okiem na powstającą scenę, namioty zaplecza, trybuny, płotki. Widziałem ciężarówki ze znanymi mi nazwami firm, gdybym się wysilił pewnie dostrzegłbym także znajome twarze. Pracowałem przy tego typu przedsięwzięciach przez kilkanaście lat, właściwie przez prawie całe swoje dorosłe życie. Patrzyłem na to wszystko i czekałem na jakieś uczucie, coś, cokolwiek, sentyment chociaż, jakieś tknięcie, że może powinienem tu być, albo że szkoda, kiedyś chciałbym, czy coś w tym stylu. Nic. Zero. Nie tęsknię. Nie ma kłucia. Oddycham spokojnie. Po raz pierwszy od wydarzeń sprzed prawie trzech lat, kiedy to moje życie wykonało salto mortale, mam stuprocentową pewność, że postąpiłem słusznie. Święto lasu, święty spokój. Czuję się jak na jakiejś małej emeryturze. I na szczęście nic mnie nie strzyka.

Dodaj komentarz