Schodzę na dół pomóc żonie z zakupami. Plecak plus kilka siatek, obydwie ręce zajęte. Najpierw słyszę, a potem czuję, że do mojego lewego ucha zbliża się latający morderca. Fobia działa szybciej niż mózg, siatki z jednej ręki lądują na chodniku. Uwolniona dłoń odpędza skrzydlatego wysłannika piekieł, który żądli mnie na pożegnanie. Na to wszystko przechodzi sąsiad, który patrzy na mnie jak na idiotę. Mówię jakby do siebie, że coś mnie ugryzło i zbieram rozsypane cebule. Tak, czuję się zdecydowanie jak idiota.
Miesiąc: Sierpień 2019
wroo
Brudne ściany nie wróżą niczego dobrego.
Wysokie tony skrzypiec również.
:::centrala:::
Maszynerię splugawiła kula która utkwiła pomiędzy trybami. Te zazębiły się nie czyniąc jej żadnej szkody. Na wielokrotnym zbliżeniu widać odbitą na powierzchni kuli twarz brzydkiego, długowłosego mężczyzny. W przeciwieństwie do poprzednika, ten ma wyjątkowo smutne spojrzenie.
Albert
przenik
Szklana kula spadła z biurka podczas przekładania papierów z miejsca na miejsce. Przez większą część życia tym się zajmujemy, czyż nie? Przekładamy coś z miejsca na miejsce, z teraz na kiedyś, z kiedyś na wkrótce. Upadła na podłogę, ale nie rozbiła się. Sztuczne płatki śniegu pod szklaną kopułą podniosły się od wstrząsu i zawirowały, pogrążając miniaturowe miasto w nieprzejrzystej zamieci. Miniaturowemu mieszkańcowi miniaturowej wieży wszystko dokumentnie się wymieszało. Przypomniał sobie strach, ale i zaciekawienie, które towarzyszyło oglądaniu horrorów w dzieciństwie. Było coś magnetycznego w tej grozie, choć oddziaływała ona na niego na różnych zasadach. Właściwie im bardziej krwawy był obrazek, tym mniej przestraszał. Natomiast „Wilczyca”, czy – wstyd się przyznać – „Przyjaciel wesołego diabła”, napawały go niezrozumiałym przerażeniem. Być może dlatego, że akcja tych filmów osadzona była w Polsce, gdzie aktorzy mówili w naszym języku, przez co atmosfera była bardziej namacalna, a nie że jakieś tam amerykańskie miasteczko prawie jak z księżyca. Więc z jednej strony „Nocne mary”, których kilka części dało się oglądnąć (choć strach było potem wejść do wanny), z drugiej zaś Buka, po pojawieniu się której trzeba było wyłączyć telewizor i nigdy więcej nie wracać do tej konkretnej dobranocki. Latające w powietrzu flaki i kończyny w „Evil Dead” (wtedy nie zdawał sobie sprawy, że to w zasadzie komedia) też nie robiły takiego wrażenia, jak prześcieradła w pierwszych minutach „To!”, na których zakończył na długie lata przygodę z tym tytułem.
Potrząsnął głową, chyba miał nie o tym, ale trudno go o to winić. Po miniaturowym trzęsieniu ziemi nie wszystko wróciło jeszcze na swoje miejsce. A nawet wprost przeciwnie. Wkładając do odtwarzacza dvd płytę z pierwszym sezonem „Twin Peaks” słyszał odgłosy wydawane przez leciwy magnetowid, na którym to wiele lat temu nagrywał ten serial podczas polsatowych emisji. Przesuwając dłonią po gładkiej ścianie przedpokoju dałby sobie tę dłoń uciąć, że wyczuwa nieregularną fakturę korka, którym był pokryty przedpokój w domu rodziców, upodabniając go trochę do wnętrz hotelu Great Northern.
Otworzył miniaturowe okiennice i zmrużył oczy przed światłem bijącym od biurkowej lampy. Zakrzywioną linię horyzontu można już było dostrzec, nie miał jednak pewności, czy oddziela ona od nieba morze, czy też nie wyrasta z niej niewyraźne pasmo górskie. Wokół unosiły się ostatnie płatki tego… czegoś. Potrząsnął głową wyrywając się z zamyślenia i udał się do łazienki. Szklanej kuli nikt jeszcze nie podniósł i nie odłożył na miejsce.
atreju
nieszczęścia lub znaku z niebios
choć właściwie to może być jedno i to samo
najczęściej przecież bywa tak, że nie
wypatruję
fofo toto
Także ten.
elektrycznosc.photo.blog
Polecam zapraszając.
kopło
Kilka dni temu gasząc po omacku światło w jednym z miejsc tak zwanej pracy natrafiłem palcem na druty wystające ze ściany. Myślałem, że coś mnie użądliło, moja fobia podsunęła mi od razu obraz szerszenia, ale to był na szczęście tylko prąd. Przypomniało mi to o tym, że jakiś czas temu prowadziłem fotobloga o wdzięcznej nazwie elektryczność, na którym umieszczałem zdjęcia różnych instalacji, drutów, transformatorów i takich tam. Niniejszym wracam do tematu. Myślałem o założeniu dodatkowej witryny na wordpressie, ale jakoś to wszystko jest dla mnie mało intuicyjne, gubię się w tym. Tak więc chyba po prostu tutaj będę co jakiś czas wrzucał słitfocię prądowych historii, chyba że wymyślę coś jeszcze innego. Tymczasem coś sprzed paru lat:

garb age
Przeglądając zdjęcia z wakacji uderzyło mnie, jak bardzo się garbię. Będąc młodym chłopakiem wstydziłem się trochę swojego wzrostu, poza tym dorastając w niebezpiecznej dzielnicy nabrałem nawyku „kurczenia się”, aby swoją postawą nie prowokować niebezpiecznych sytuacji, zaczepek itp. Potem trochę utyłem, nadal więc kuliłem się w sobie aby zamaskować niewielkie męskie piersi jakie wyhodowałem. Lata spędzone nad klawiaturą fortepianu i nad gryfem gitary (do tej pory gram głównie na siedząco) też odcisnęły swoje piętno na mojej sylwetce. Ale mimo wszystko nie sądziłem, że aż tak się to rzuca w oczy. Od teraz staram się chodzić wyprostowany, a czuję się przy tym tak nienaturalnie, jakbym odginał się do tyłu. Czuję się dziwacznie, nie wiem czy tak też wyglądam, ale mam wrażenie, że z boku wygląda to tak, jakbym przemierzał ulice miasta wpatrując się w niebo. Może i tak jest, w jakimś sensie. Ostatnio na przykład zastanawiałem się, czy gdy już tam trafimy, to czy czekają nas kłótnie z bliskimi, którzy oglądali nasze poczynania gdy już ich zabrakło.
inwazyja
Inwazyja! Osób o podobnych głosach! Kryjcie się! Przed ludźmi co wypisują w kółko jedno i to samo, w koło Macieju, na okrągło, ciurkiem, do grobowej deski. Co więc pozostaje, jeżeli nie czerń bezksiężycowej nocy w gardle i brąz imitacji świeżości w nozdrzach? A tak w ogóle, to „podaj mi pączka” powinno funkcjonować na podobnej zasadzie co „dzień dobry”. A nawet posunąłbym się dalej i umieścił ten zwrot w jakimś kodeksie pracy. Powinien on następować po każdym „do roboty”, „zróbmy to” i „wykonać”.
Diane,
ile jeszcze mnie pozostało we m(k)nie?