przenik

Szklana kula spadła z biurka podczas przekładania papierów z miejsca na miejsce. Przez większą część życia tym się zajmujemy, czyż nie? Przekładamy coś z miejsca na miejsce, z teraz na kiedyś, z kiedyś na wkrótce. Upadła na podłogę, ale nie rozbiła się. Sztuczne płatki śniegu pod szklaną kopułą podniosły się od wstrząsu i zawirowały, pogrążając miniaturowe miasto w nieprzejrzystej zamieci. Miniaturowemu mieszkańcowi miniaturowej wieży wszystko dokumentnie się wymieszało. Przypomniał sobie strach, ale i zaciekawienie, które towarzyszyło oglądaniu horrorów w dzieciństwie. Było coś magnetycznego w tej grozie, choć oddziaływała ona na niego na różnych zasadach. Właściwie im bardziej krwawy był obrazek, tym mniej przestraszał. Natomiast „Wilczyca”, czy – wstyd się przyznać – „Przyjaciel wesołego diabła”, napawały go niezrozumiałym przerażeniem. Być może dlatego, że akcja tych filmów osadzona była w Polsce, gdzie aktorzy mówili w naszym języku, przez co atmosfera była bardziej namacalna, a nie że jakieś tam amerykańskie miasteczko prawie jak z księżyca. Więc z jednej strony „Nocne mary”, których kilka części dało się oglądnąć (choć strach było potem wejść do wanny), z drugiej zaś Buka, po pojawieniu się której trzeba było wyłączyć telewizor i nigdy więcej nie wracać do tej konkretnej dobranocki. Latające w powietrzu flaki i kończyny w „Evil Dead” (wtedy nie zdawał sobie sprawy, że to w zasadzie komedia) też nie robiły takiego wrażenia, jak prześcieradła w pierwszych minutach „To!”, na których zakończył na długie lata przygodę z tym tytułem.

Potrząsnął głową, chyba miał nie o tym, ale trudno go o to winić. Po miniaturowym trzęsieniu ziemi nie wszystko wróciło jeszcze na swoje miejsce. A nawet wprost przeciwnie. Wkładając do odtwarzacza dvd płytę z pierwszym sezonem „Twin Peaks” słyszał odgłosy wydawane przez leciwy magnetowid, na którym to wiele lat temu nagrywał ten serial podczas polsatowych emisji. Przesuwając dłonią po gładkiej ścianie przedpokoju dałby sobie tę dłoń uciąć, że wyczuwa nieregularną fakturę korka, którym był pokryty przedpokój w domu rodziców, upodabniając go trochę do wnętrz hotelu Great Northern.

Otworzył miniaturowe okiennice i zmrużył oczy przed światłem bijącym od biurkowej lampy. Zakrzywioną linię horyzontu można już było dostrzec, nie miał jednak pewności, czy oddziela ona od nieba morze, czy też nie wyrasta z niej niewyraźne pasmo górskie. Wokół unosiły się ostatnie płatki tego… czegoś. Potrząsnął głową wyrywając się z zamyślenia i udał się do łazienki. Szklanej kuli nikt jeszcze nie podniósł i nie odłożył na miejsce.

Jedna myśl na temat “przenik

Dodaj komentarz