Zamiast w dwa ognie zagrajmy w trzy kawy. Przynajmniej ja będę grał. Tfu, pił. Ty tam pij napar z kory drzewnej, bez, pokrzywę, łodewer. Gwiazdy nie spadną dzisiaj. Spadały jakiś czas temu, ale syn ich nie widział, deadlights smartfona pochłonęły go kapitalnie. Życzenia pomyślałem za niego. Jak zawsze. I dla niego. Jak prawie wszystko. Może się kiedyś spełnią, może jeszcze zanim staniemy się dla siebie zupełnie obcy. Wiele lat temu z moim się udało. Choć zapewne dla Losu, Boga, czy innego Odyna gra na perkusji w hardcore’owej kapeli była łatwiejsza do zaaranżowania, niż całkowite wymazanie astmy ze wszystkich znanych nam światów.