czarny piątek

Tramwaj przecina pustkowie. Ślepe tory, nie widać ich przecież. Okienne odbicie przekłamuje: sam, nie sam, szczęśliwy, nie. W razie niebezpieczeństwa stłuc szybę i wyskoczyć w ruchu. Wyskoczyć choć na chwilę. Na piwo. Chodźże na pole. Wyjdziesz? Nocą spokojniej, to mnie się boją. Gdy siadam, kobieta przede mną przysuwa plecak bliżej siebie. Aż tak mi źle z oczu patrzy? Stukot. Setny kot, którego nie będziesz mógł mieć. Telefon dzisiaj niespokojny, ale nie dzwoni nikt kogo chciałbym usłyszeć. Nikt też nie odpisuje. Same oferty. Wyprzedaże. Kup. Wystaw opinię.

bliża

Wykorzystałbym całą swoją wiedzę by jeszcze raz wzniecić pożar. Wznieść falochron. By bez mapy i kompasu chodzić ponownie. Ze sobą. Spać pod gołym niebem. Poznawać wieżę piętro po piętrze. Marznę emanując mrzonkami. Przyjazd tramwaju poprawia sytuację w niewielkim stopniu – w środku śmierdzi czymś strasznie, kurwa nie wiem, moczem, niemytym od tygodni człowiekiem, nie rozglądam się za źródłem. Gdyby nie było tak zimno wysiadłbym zaraz na pierwszym przystanku. Jakoś dojeżdżam do celu, wysiadam, łapczywie wciągam mroźne powietrze zgwałconymi nozdrzami. Romantyczne uniesienie opadło.

okey nie

Przestałem zaglądać ludziom w okna. Nie interesuje mnie kim są, jak wyglądają, jak mają urządzone wnętrza. Już. Czasem tylko moją uwagę przykuje ciepłe światło bijące zza zasłon, rolet, firanek. To może oznaczać na przykład, że ktoś wspomaga elektryczność ogniem. Albo że ma ściany wysmarowane miodem. Na dwoje babka wróżyła. Kogoś takiego mógłbym poznać.

upływ

Od jakiegoś czasu spotify bombarduje mnie informacją o porcji nowej muzyki jednego z moich ulubionych artystów. Celowo ignorowałem tę wiadomość, bo co mnie interesuje jakiś tam jeden utwór czy epka, ja lubię pełnowymiarowe premierowe wydawnictwa, a nie wznowienia, remastery, czy inne koncertówki. Jakież było moje zdziwienie, gdy jednak sprawdziłem i okazało się, że jest to zupełnie brand new płyta. Jak, to? Już?! Przecież ostatnia dopiero co… a nie, czekaj. No tak, 2017 rok. Kiedy to upłynęło, ja się pytam?

Płyta trochę rozczarowująca. Mogłem żyć w nieświadomości.

znaki przystankowe

Kiedy któregoś dnia ujrzałem kobietę od klucza wiolinowego uderzyło mnie, że właściwie każdy przystanek opowiada swoją historię. Zdecydowanie wolę ich opowieści od wpatrzonych w ekrany nieludzi. Nieludzie nieodpowiadają. Rozglądam się naiwnie wierząc, że jeżeli znowu ją zobaczę, to… no właśnie nic, ale jednak coś. W środku coś drgnie, ułoży się inaczej, wypełni. Bo przerażające jest czasem to nieczucie. Wtedy, kiedy nie wiem. Powinno być inaczej.

stany

Tu telefony na kablu i He-Man w czwartek wieczorem na jednym z dwóch programów. A tam walkmany o kolorowych gąbkach słuchawek i szerokie ulice. Tu oplute deszczem popękane chodniki, tam tęczowym światłem muśnięte niebo. Myślę, że byłbym tam jakiś, wyrazisty, choć chmurny. Tu w nijakości przesypiam, przepijam, od jednego zrywu dźwiękowego do drugiego. Proszę się rozejść, tu nic się nie dzieje.