lemniskata

A cóż to za rozsądny i młodo wyglądający człowiek spogląda na mnie z lustra? Ciężko odgadnąć co czai się w jego spojrzeniu, częściowo z powodu popękanych naczynek, częściowo z pewnego rodzaju zagadkowości. Jego spojrzenia na pewno nie można nazwać martwym, pustym też nie, o co więc chodzi? Może o to, że jego źrenice  przybrały kształt klepsydry? Raz są w pionie, innym razem w poziomie, na podobieństwo znaku nieskończoności. Coś się w nich przesypuje. A może przelewa? Mieszają się kolory, barwa co jakiś czas się zmienia. Trwa tam jakaś odwieczna walka. W każdym razie rozsądny człowiek wypił dziś kawę dopiero po śniadaniu, w dodatku nie miał już na sobie piżamy. Nie zapominajmy o tym.

lureln ley

Drogi Rybo.

Towarzyszyłeś mi w różnych momentach mojego życia. Słuchałem Twoich słów leżąc na materacu na niewyremontowanym poddaszu. Przyglądałem się, jak pod sufitem kółka z dymu leniwie tracą swoje kształty. Albo przysiadałem na oknie i patrzyłem na góry. Na na na na na. Na nią czekałem. Wsłuchiwałem się w Twój przekaz, gdy w liceum przyszło mi powtarzać klasę. Coś było wtedy ze mną ewidentnie nie tak, chyba nawet bardziej niż dziś. Rodzice podejrzewali, że zwyczajnie oszalałem. Jak sobie dzisiaj pomyślę, z jakiego powodu, to… tym bardziej nie jest mi lepiej. Ani łatwiej. Bo chyba już nie znam siebie. Przestaję poznawać.

Opowiadałeś mi te wszystkie historie. O pisarzu odnoszącym sukcesy, który próbuje zmienić swój styl życia i napisać nową książkę. Siedzi w hotelu, ostatnia butelka jest już pusta, wypalił ostatniego papierosa. O życiu na trasie. Jest późno w nocy, jesteś znudzony i słyszysz dziewczyny włóczące się po korytarzach. Wyglądasz więc przez dziurkę od klucza, żeby zobaczyć co się dzieje. O niebezpieczeństwie utkwienia pomiędzy 9:00, a 17:00, chodzenia potem do pubu i rozmawiania o rzeczach, których się nigdy nie robi. Pisarz wraca do swych starych miejsc; widzi jaki był i to go przeraża. Patrzy na pijaków w barze późno w nocy, widzi jak wodzą palcem po brzegach szklanek.  O tym, że gdy zacząłeś pisać ten utwór, byłeś w hotelu i nie mogłeś zasnąć. Za oknem drzewa ruszały się, a księżyc niemal wpływał przez okno i rzucał na ścianę kształty krzyży.  O takim radosnym nastroju, kiedy obala się drinki w barze i myśli „mogę przestać każdego dnia, to nie problem, nie mam kłopotów z piciem”. O rozwianych marzeniach i facetach spotykających się w pubach i mówiących: „O, gdyby żona mnie nie opuściła i gdyby wyszła mi książka, byłbym teraz sławny!”.  O tym, jak leżałeś w łóżku w Holiday Inn i patrzyłeś w sufit, na różne serduszka wycięte przez zakochanych i że było Ci wtedy bardzo źle. Zadzwoniłeś więc do swojej dawnej miłości, ale była to rozmowa bez sensu, pełna długich przerw.

Opowiadałeś mi o tym wszystkim, a ja chłonąłem wrażenia całym sobą, tak jakbyśmy tkwili w tym razem. Dziś, w dniu w którym mam być może ostatnią szansę na to, żeby zachować resztki zdrowego rozsądku, znowu snujesz swoją opowieść.

Chyba zamknę okno, bo wieje chłodem. Ode mnie.

Chciałbym móc napisać, że jestem Ci wdzięczny za to, że tym razem to Ty mnie wysłuchałeś, ale przecież to niemożliwe. Poza tym nawet jeżeli, to i tak wiele byś się nie dowiedział.

Mimo wszystko dziękuję.

Twój m.

brązowe ryby

Wpadają w wir. Wydarzeń. A ja jakoś niechętnie opuszczam kabinę prysznicową. Czuję się tam bezpieczniej niż we własnym łóżku. We własnym łóżku właściwie niczego nie czuję. Ani przed snem, ani w trakcie. Nad ranem czuję wiele rzeczy. Ból istnienia, parcie na pęcherz, niepewność jaki mamy dzień tygodnia. Są takie poranki, że tylko pod prysznicem wszystko jest łatwe i przyjemne, bo kuchnia na przykład już szczerzy kły. Są takie poranki, że nie rozumiem zmywarki do naczyń. Ale na całe szczęście są też i takie jak dziś, kiedy potrafię zmienić jeden kabel, przedłużyć inny, a wszystkie pozostałe wpuścić estetycznie w zdezelowane od częstego zdejmowania listwy przypodłogowe. Potrafię prowadzić nowszy i już w tym momencie jedyny samochód. Nie bardzo jeszcze potrafię równo parkować, ale mam jakąś resztę życia na opanowanie tej starożytnej sztuki. Tabaka, wino, nadmiar kawy. Poprawianie sobie nastroju spontanicznymi zakupami: Springsteen dla żony, Dickinson dla syna, dla mnie dvd Marillion (poprzedniego zakupu do tej pory nie oglądnąłem). Ale jest podobno ta mglista i zagadkowa reszta życia. Słońce świeci. Brązowe ryby płyną gdzieś ku morzu.