Przewietrzyłem głowę podczas służbowej wycieczki do śródmieścia. Paradoksalnie, bo w Mordorze raczej nie panują mrozy. Póki mam jeszcze włosy staram się w miarę możliwości chodzić bez czapki – chłód uspokaja rozbiegane myśli. O tyle, o ile. Idę więc chodnikiem i wraz z niewidzialnym przyjacielem podziwiamy stare bloki mieszkalne. Ostatnio mam na ich punkcie odpał i gdy tylko się da cykam foty, oczywiście czarnobiałe. Nie powinno się mówić raczej białoczarne? Tradycyjna miejska zima, ludzie nie muszą odśnieżać. Ja też nie muszę odświeżać, ponieważ informację o każdej wiadomości dostanę natychmiast po jej przyjściu, a robię to na okrągło. W drodze do domu pierwsza płyta kupiona w tym roku. Kiedyś je wszystkie przesłucham uważnie studiując wkładki. Do tramwaju wsiada starszy pan i tramwaj z miejsca zaczyna pachnieć jak autobus którym jechałem do Suchej Beskidzkiej. Byłem wtedy w takim wieku, że też nie musiałem się myć przez tydzień, ale gdy człowiek jest młody, to nie śmierdzi. Pasta do zębów i dezodorant, szampon, papierosy, walkman z zapasem kaset i zasilaczem – zestaw przetrwania. W domu wywiązuję się póki co z jedynego noworocznego postanowienia dotyczącego mojego syna. Gdzieś w codziennym biegu umknęło mi, że ma dwanaście lat i już nie jest ludzikiem, a człowiekiem.
Miesiąc: Styczeń 2020
słonina
Nabieram powietrza i zdmuchuję pajęczyny odsłaniając mikropęknięcia powstałe w wyniku potknięć. Przekrojony na pół melon patrzy na mnie z politowaniem Okiem Saurona. Dwa ślepe słońca, nie gaśnijcie.