chór wujów

Wieje. Porywa po drodze różne rzeczy. Zrywa dachy, przerywa życie. Albo, tak jak w moim przypadku, przywiewa skądś zamarznięty ul i instaluje mi go zamiast głowy. Szaleństwo skute kruchym lodem. Suchym? Wszystko to tylko dym i lustra? Nie wiedzieć skąd pcha mi na usta słowa wypowiedziane do pustego mieszkania. No właśnie. Zanim zechcecie gadać do siebie, upewnijcie się dokładnie, czy aby napewno jesteście sami. W przeciwnym wypadku możecie poczuć wcale nielekkie zakłopotanie, jak ja wczoraj, gdy żona zdążyła na końcówkę dialogu, którego prowadziłem z kilkoma osobami na raz, w tym z samym sobą, z nią zresztą też. Na całe szczęście usłyszała tylko jedno słowo – „chujowo”. Wypowiedziane nieco podniesionym tonem.

3 myśli na temat “chór wujów

Dodaj komentarz