Ten szalony ciąg drobnych i nikomu niepotrzebnych czynności, które wykonuję tylko dlatego, bo ciężko mi z czymś istotnym (dla mnie) ruszyć z miejsca. Boję się, że utknę w pół kroku, że braknie mi pomysłów, a przede wszystkim obawiam się tego, jak bardzo efekt finalny będzie daleki od moich oczekiwań, jak oddalony o lata świetlne będzie od moich inspiracji. Ten ciąg, który sprawia, że oczy zachodzą piaskiem, a głowa ma wrażenie, że w ogóle nie zaznała snu tej nocy. Ciąg który niniejszym przerywam.