wompierz

Uciekam więc, ale nie po kocich łbach. Na kocich łbach zjadłem wszystkie zęby, które sobie wybiłem. Próbowałem je zastąpić kocim pazurem, ząb za ząb. Nie wyszło, jak prawie wszystko, więc wychodzę ja. Jak zwykle po ciemku, kiedy słońce ma jeszcze chwilę dla siebie. Musi być jakaś sprawiedliwość, jakaś harmonia, równowaga w przyrodzie, balans balastu. Skoro ja mogę, musi móc też ono, bynajmniej nie Yoko. Przeskakuję więc z szali na szal w osobistym kolorze, bosa stopa ślizga się po obłych dachówkach. Usta neutralne, wracam do siebie (?).

Dodaj komentarz