Zaczął się rozpadać jeden z moich trekkingowych butów. Muszę zaznaczyć, że przy moim rozmiarze stopy (46,47 – zależnie od producenta) jak już uda mi się kupić buty z których jestem w pełni zadowolony, to praktycznie z miejsca stają się one moimi butami-cztery-pory-roku. Te wytrzymały prawie trzy lata, zachodziłem je. Mam oczywiście też buty „zimowe” (trekkingi za kostkę) i kilka par butów „letnich” (tenisówki), są też takie pełniące rolę wyjściowych – produkt martensopodobny, niewygodne jak cholera. Ale gdy padną 4-seasons, to tak, jakbym nagle nie miał w czym chodzić. Z miejsca zamówiłem podobne tej samej marki licząc na to, że skoro numerację mam już obcykaną, to obejdzie się bez przymierzania. Gdzie tam, przyszły takie, do których oprócz stopy mogłem jeszcze wsadzić… no, coś do wsadzania, długopis na przykład. Odesłałem, w innym sklepie zamówiłem ten sam model numer mniejszy, za to nawet ładniejszy. Za małe No, prawie dobre i niemalże nie uciskają. Zwłaszcza lewa stopa jest bardziej poszkodowana, już kiedyś zauważyłem, że jest trochę większa od prawej. Ale rozchodzę je, Odyn mi świadkiem, nie spocznę, dopóki nie będą jak ulał. Chyba, że po drodze gdzieś umrę, bo sam/sama spróbuj