rachu

Skalpelem z jasnego nieba w sam środek zbożowego kręgu. By wyplewić to, co się pławi. Krąg zatacza koła, można go łatwo pomylić z czubkiem głowy Adso z Melku. Uwolniony czerwony balonik przeniknął przez sufit i odleciał w sobie tylko znanym kierunku, niepokojony tylko raz przez jednego gawrona, który gnije gdzieś teraz wśród łopianów. Rzecz jasna.

voila

Przepadł, rozbłysnął milionem różowych odłamków jak kamień w szybę. Osowiał. O sobie tylko tyle, ostudzona osłona mą ostoją. O, stoją! Gwiazdy w słup postawił, sznurami telefonicznymi związał niebo na powrót. Zdążył porozwieszać lustra na drzewach, poodwracać klepsydry i tyle go widzieli. Nigdy się nie zjawił, nie jest więc duchem. Nie jedz więc uchem. Klik. Klak. Flip. I flop.

retro

No nie ponurkujemy razem. Lepiej usiądź tam z nimi przy ognisku. Ja i tak kiepsko pływam. Któreś z nas mogłoby utonąć w oczach drugiego… Nie, to jakiś koszmar. Co z tego, że Coelho ma erekcję, przecież jak to brzmi? Niech zagłuszą to coraz głośniejsze rozmowy przy ogniu. Dym z głów miesza się z iskrami. Niedługo Cię odprowadzę i przez chwilę będzie gwiezdna cisza. W kosmosie nikt nas nie usłyszy. Wokół próżnia łopianów, istnieje tylko smak.

bezkofeinowo

Większość wpisów tutaj wklepywałem popijając kawę, czasem zaciągając się tabaką. Od sześciu dni jestem na przymusowej diecie i jest to straszne. Zamiast kubka z pysznym i jedynym słusznym gorącym napojem – słoiczek z bukietem jarzyn z cielęciną i kluseczkami Gerbera. Tak, taki dla malutkich dzieci. I nawet mi smakuje, tylko, cholera, tej kawy brak. I jeszcze trochę czasu upłynie, zanim ją sobie zaparzę. Przynajmniej znowu mam płaski brzuch, na wakacje jak znalazł. Tyle tylko, że moje właśnie mnie ominęły. Niby jeszcze jest sierpień… Niby.

bambelbi

Ponieważ nie mogę nic innego robić, leżę i oglądam pierwszych Transformersów. I czasem płaczę, bo nie mam przyjaciela robota. Ta choroba faktycznie poczyniła niezłe spustoszenie w moim organizmie.