j’étais

Zatańczysz? Ale nie przy zlewie, nie pomiędzy prętami suszarki sufitowej. Tam, na łące, pod sznurami wysokiego napięcia spomiędzy których podglądałyby nas gwiazdy. Gdybyś tak mogła wejść ze mną wtedy do tego wypełnionego światłem i dźwiękiem blaszaka… Na mojej szyi nic już nie wisi, wtedy plątałem się w tańcu z benedyktyńskim krzyżem, ja w jedną, on w drugą stronę. Dziwne, w moich wspomnieniach jawi się on jako gwizdek. Pewnie dlatego, że zdarzyło mi się parę razy zadąć w niego na alarm. Obecnie nie tańczę, a pobrzękuję jedynie kilkoma kompletami kluczy, które noszę w różnych kieszeniach. Przeważnie w tych, do których bezskutecznie próbuję sięgnąć zajętą ręką.

Dodaj komentarz