Rozpływam się, gdy słyszę to jej „czesc”. Literalnie jestem rozpuszczony. Uderzam się w kieszonkę na piersi wywołując małą fontannę, bo ubranie jest doszczętnie przemoczone. Kapię, na mytej co chwilę podłodze zostawiam mokre ślady.
Miesiąc: Listopad 2020
już
ludzie się nie piszą
ludzi się nie czyta
są są
to możliwe że ci co są są nieobecni a nieobecni są?
puzzli garść
pisz czasem zataczającym nieruchome koła
sympatycznym tuszem, czcionką miłą oku
podklej znaczkami na powrót garść
puzzli od spodu abecadła
fog
W ten las sam jednak. Natenczas. Beztęcz, beztańcz, bezgranie. Jedynie duchami za mną szuranie. Mosty, schody, furtki, kładki. Tory, przystanki, pobocza, byle dworzec, nie dwór. Byle dostrzec, komuś pokazać… się. Już nigdy? Sam. Idę.
ok?no
Czy to ja błysnąłem w tym niewielkim oknie niewielkiego mieszkania na parterze? Jeżeli to byłem ja, to czy miałem czym błysnąć? Zabłysnąłem? Pytania można mnożyć, jednoznacznej odpowiedzi udzielić się nie da. Trzeba się pocieszać. Czymkolwiek. Na przykład tym, że znów mogę pokonywać tę samą drogę do pracy, której wczoraj nienawidziłem, a którą dziś kocham. Tę samą, na wiele sposobów.
mylmy się
Czuję się tak, że nie.
(niepowodze niepowodze)
Że niepotrzebnie jestem.
Zapewne mylę się.
Zabawne, że istnieje w tej branży ktoś, kto nazywa się dokładnie tak samo jak ja. I widnieje on na liście beneficjentów, która to lista niedawno rozpaliła do białości cały internet. Mniej zabawne jest to, co teraz myślą o mnie niektórzy ludzie.
Więc tu także czuję się niepotrzebny, przecież gdzieś tam jest ktoś, kto za tym wszystkim stoi. Niech on się wszystkim zajmie. Tym i tamtym.
Zapewne mylę się i tu i tam.
Mylę się, więc nie jestem.
do wytarcia mikrogłowa
gdzie są dni
niech no
jeżeli ktoś dzisiaj jeszcze raz każe mi podać jakiś login pin nip hasło to zajebe zatłukę na kotlety i poprawię z kopyta
…
zęby swędzeniem knebla oczy skrzydlatym łaskotaniem ściany aksamitem otarć
mapa nieodkrytych krain z wodospadami mórz na krawędziach
z jednym białym diabłem i wieloma smokami
gładko wygłodzonymi
z gór dziewczyna
Dziewczyno, jak Ty to robisz, że po dwudziestu latach potrafisz odwiedzić mnie we śnie z taką mocą, że nazajutrz mam ochotę napisać do Ciebie zaczynając od słów „nie chcę wchodzić w Twoje życie z butami”? Co zresztą nie byłoby prawdą, bo ja właśnie chcę w nie wejść z butami. Mało tego, chcę te buty wytrzeć na Twojej wycieraczce i równo ułożyć w przedpokoju. Chcę usłyszeć, że jesteś sama, że nie wyszło. I że dobrze mnie widzieć. Ten sen… Byłaś w nim piękniejsza niż w rzeczywistości. Właściwie nie za bardzo siebie przypominałaś, ale to nieistotne, bo to byłaś Ty, świadomość tego podnosiła włosy na karku. I w tym śnie przypadała rocznica naszego ostatniego spotkania, więc nie było tak jak zawsze, nie dało się odczuć gdzieś na granicy pojmowania, że to wszystko nie dzieje się naprawdę, co tylko dodawało ognia. Czegoś takiego nie czułem od dekad. I oszalałem w tym śnie dla Ciebie, i Ty byłaś bliska popełnienia kolejnego błędu w swoim życiu dla mnie. I dopadły mnie też wyrzuty sumienia pod postacią smsa od żony, w którym było coś o tym, że mój syn jest w szpitalu, a żona nie chce być już dłużej dla mnie paliwem – cokolwiek to nie miało znaczyć. Przyśnij mi się znów, a obiecuję, że nie napiszę do Ciebie.