wdro że nie

Wykwit dymu wykwitł hen. Nowych bloków szarych wysypka. Posypką balkonów jedynie różniącą się od tych starych. Na mijanym parterze ktoś przerwał świętami remont. Widok na krzkoki i składane krzesełko, na coś, na nic. Podobne nazwijmy to podwórko kiedyś miałem na bliźniaczym parterze. Remontując tamto mieszkanie już mi coś mówiło, że sprawy nie potoczą się tak jakbym sobie tego życzył. Zaczęło się w sumie jeszcze wcześniej, zaczęło się od tego, że nie będziemy mieli kota. Potem mogłem sobie życzyć w zasadzie tylko wesołych świąt. I przez lata stawałem się filmem z lat 90tych. Mieszanką gorzkiej komedii romantycznej z groteskowym thrillerem. Którąś kopią z bazaru. Z tytułami wyklepanymi na maszynie do pisania. I z amatorskim lektorem.

suchy lód

Możliwe, że gdzieś tam jest lodowisko. Albo zamarznięta rzeka, jezioro. I może ona tam kreśli łyżwami przewrócone ósemki. Całkiem możliwe, że występuje rumieniec i opięty jeans. Brunetka. I mam nadzieję, że nikt ukryty w zaroślach jej nie obserwuje. I że nie czuć swądu palonych opon.

oko liczności

Musiał długo stać zamyślony, zapatrzony w łazienkowe okno, bo zdążyły mu zmarznąć stopy. W tym domu zimą zawsze było zimno i nie miało to nic wspólnego z odwiecznymi prawami natury. Kiepskie ogrzewanie i brak progu w drzwiach wejściowych z jedną klamką. Miało to swoje plusy, opuszczając to miejsce nie było się o co potknąć. Łazienka była brzydka, głównie ciemnoniebieska, przechodząca dla odmiany w granat. Ponieważ umywalka służyła też za zlewozmywak, ilość schnących szklanek, kieliszków i talerzy porozkładanych tu i ówdzie sprawiała, że pomieszczenie kojarzyło mu się z gigantycznym żyrandolem. Albo ze szkiełkiem znalezionym na podwórku pewnej kamienicy, nie pytajcie. W jego żyłach wrzał alkohol, w mózgu zastygał tetrahydrokannabinol, a niewidzące spojrzenie omiatało przyszłość. Nie rysowała się w różowych barwach, w zasadzie nie było tam niczego ciekawego. Przynajmniej dojrzał stamtąd tym ukrytym pod włosami na potylicy okiem, że symbolicznego progu dorosłości próżno tu szukać. No tak, drzwi wejściowe. W szparze przy podłodze ręcznik, i ta jedna klamka… Śmiechy z pokoju obok wybudziły go z letargu. Otrząsnął się, wrócił chwilowo na swoje miejsce. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie tak wracać co jakiś czas.

robo

upiecz chleb

ugotuj kaszę

zupę

drugie

umyj balkon

wywietrz pościel

odkurz łóżka, materace, najlepiej wszystko odkurz

zmień pościel

umyj lodówkę

nie działa mi pulsoksymetr, przyjdź

gdzieś tam czekają rachunki, faktury, notatki do pracy

nie denerwuj się

okazuj cierpliwość

bądź wyrozumiały

EMPATYCZNY

uśmiechaj się

uśmiechaj się jak wściekły