Wykwit dymu wykwitł hen. Nowych bloków szarych wysypka. Posypką balkonów jedynie różniącą się od tych starych. Na mijanym parterze ktoś przerwał świętami remont. Widok na krzkoki i składane krzesełko, na coś, na nic. Podobne nazwijmy to podwórko kiedyś miałem na bliźniaczym parterze. Remontując tamto mieszkanie już mi coś mówiło, że sprawy nie potoczą się tak jakbym sobie tego życzył. Zaczęło się w sumie jeszcze wcześniej, zaczęło się od tego, że nie będziemy mieli kota. Potem mogłem sobie życzyć w zasadzie tylko wesołych świąt. I przez lata stawałem się filmem z lat 90tych. Mieszanką gorzkiej komedii romantycznej z groteskowym thrillerem. Którąś kopią z bazaru. Z tytułami wyklepanymi na maszynie do pisania. I z amatorskim lektorem.
Miesiąc: Grudzień 2020
9ja
umyłem zęby kremem
przyszedłem do pracy godzinę za wcześnie
a Ty co dzisiaj zrobiłeśłaśbumtaradaś nie tak?
semafor
nikt pode mną nie przejeżdża
choć zmieniam barwę oczu
kieruję przeważnie donikąd
winę zwalając na ślepotę torów
baton
ach gdyby tak istniał przycisk za pomocą którego można by wysłać na księżyc wszystkie te rozsypane po mieście hulajnogi wraz z ich użytkownikami – naciskałbym
suchy lód
Możliwe, że gdzieś tam jest lodowisko. Albo zamarznięta rzeka, jezioro. I może ona tam kreśli łyżwami przewrócone ósemki. Całkiem możliwe, że występuje rumieniec i opięty jeans. Brunetka. I mam nadzieję, że nikt ukryty w zaroślach jej nie obserwuje. I że nie czuć swądu palonych opon.
oko liczności
Musiał długo stać zamyślony, zapatrzony w łazienkowe okno, bo zdążyły mu zmarznąć stopy. W tym domu zimą zawsze było zimno i nie miało to nic wspólnego z odwiecznymi prawami natury. Kiepskie ogrzewanie i brak progu w drzwiach wejściowych z jedną klamką. Miało to swoje plusy, opuszczając to miejsce nie było się o co potknąć. Łazienka była brzydka, głównie ciemnoniebieska, przechodząca dla odmiany w granat. Ponieważ umywalka służyła też za zlewozmywak, ilość schnących szklanek, kieliszków i talerzy porozkładanych tu i ówdzie sprawiała, że pomieszczenie kojarzyło mu się z gigantycznym żyrandolem. Albo ze szkiełkiem znalezionym na podwórku pewnej kamienicy, nie pytajcie. W jego żyłach wrzał alkohol, w mózgu zastygał tetrahydrokannabinol, a niewidzące spojrzenie omiatało przyszłość. Nie rysowała się w różowych barwach, w zasadzie nie było tam niczego ciekawego. Przynajmniej dojrzał stamtąd tym ukrytym pod włosami na potylicy okiem, że symbolicznego progu dorosłości próżno tu szukać. No tak, drzwi wejściowe. W szparze przy podłodze ręcznik, i ta jedna klamka… Śmiechy z pokoju obok wybudziły go z letargu. Otrząsnął się, wrócił chwilowo na swoje miejsce. Nie zdawał sobie sprawy, że będzie tak wracać co jakiś czas.
N6MAA10816
maszyny nie płaczą
maszynom nie płacą
infekcja usunięta, dusza ulepszona
robo
upiecz chleb
ugotuj kaszę
zupę
drugie
umyj balkon
wywietrz pościel
odkurz łóżka, materace, najlepiej wszystko odkurz
zmień pościel
umyj lodówkę
nie działa mi pulsoksymetr, przyjdź
gdzieś tam czekają rachunki, faktury, notatki do pracy
nie denerwuj się
okazuj cierpliwość
bądź wyrozumiały
EMPATYCZNY
uśmiechaj się
uśmiechaj się jak wściekły