snu teatr

I wiesz, w tym śnie jadę przez dzielnicę w której mieszkam samochodem z otwartym dachem. Jestem wygodnie rozparty na tylnym siedzeniu, nie wiem kto prowadzi. Chyba mniej więcej na wysokości skrętu do szkoły mojego syna, a może trochę dalej, zauważam idącą chodnikiem piękną kobietę. Ona też mnie dostrzega. Samochód zwalnia, rozpoczynam więc przedstawienie – prężę się, przybieram wyzywające pozy. Wiesz, w tym śnie mam znowu długie włosy, co ja z nimi wyprawiam… Brakuje tylko błękitnej wody w której byłbym zanurzony i zwolnionego tempa które uchwyciłoby rozbłysk słonecznego światła na kroplach wprawionych w ruch zamaszystym zarzuceniem głową. I wiesz, nie pamiętam co się dzieje później, ale spotykam ją gdzieś przy jakiejś okazji. Pyta o godzinę, ale niestety za cholerę nie jestem w stanie udzielić sensownej odpowiedzi, ponieważ zegarek na mojej ręce nie dość że stanął, to w dodatku ubrałem go do góry nogami. W jej oczach dostrzegam rozbawienie pomieszane z lekkim rozczarowaniem, a może proporcje są odwrócone, nie wiem, bo nerwowo zaczynam szukać telefonu żeby sprawdzić tę cholerną godzinę. Oczywiście wiesz, jak to we śnie, nie mogę go znaleźć. Tak bardzo w moim stylu, bardziej się nie dało.

Jedna myśl na temat “snu teatr

Dodaj komentarz