fisstech

Bezdech, bezwęch. W dechę. Ostatnio mam wrażenie, że bywam tylko w lasach (fizycznych i psychicznych) i w gabinetach lekarskich. Stomatolog, endokrynolog, kardiolog. Po parę razy, dziękuję bardzo, a jeszcze w kolejce czeka hematolog, na szczęście telefonicznie. Logout, pierdolę, czuję się świetnie. Chory staję się tylko przekraczając próg przychodni czy innej poradni. Emeryci patrzą wilkiem. „Co on tu robi?! Taki młody, jeszcze ma czas chorować. W ogóle ma czas, niech przyjdzie kiedy indziej, zajmuje tylko miejsce poważnie chorym porządnym ludziom. W ogóle, to nie ma przypadkiem jakichś godzin tylko dla nas? Powinny być! Z pewnością nic mu nie dolega, przychodzi tylko wydębić jakieś zwolnienie. Ja w jego wieku nie chorowałam!”.

Trzy razy w tygodniu chodzę do pracy malować trawę na zielono. Jestem tym bardziej zworowany, niż gdybym tyrał normalnym trybem. W tak zwanym wolnym czasie kupuję znajomym laptopy i drukarki. Kupić coś komuś? W tym momencie sporo prasuję. Nie mylić z pracowaniem. Gdzieś w przyjemniejszym, równoległym świecie, lepią się dźwięki.

2 myśli na temat “fisstech

  1. szkoda, ze nie kupujesz suszarek do włosów bo moja właśnie dokonuje żywota 🙂
    i po co tak po tych doktorach latasz? zaraz Ci jaką chorobę znajdą. a jak nie znajdą to wmówią ;)) i uważaj tam na siebie bo wszędzie cholerne wirusy. czekam na nową płytę! :)))))

    Polubienie

Dodaj komentarz