już dawno mi się nie śniła

Marzanna, królowa utopców

do której mogłem prosto z mostu

wysuszonego na wiór jak jej wyobrażenia

o tym namiocie do wypełnienia

tlenem, południowego brzegu dymem

przestrzeni między nami ziołowych kadzideł

odwróciłem wzrok, skoczyłem

tuż obok niej taflę dla siebie wypatrzyłem

nakryła mnie znajomą kopułą, kloszem

pod którym nigdy ogień nie kroczył

spam

Przeróżne spamy otrzymywałem, ale żadnemu do tej pory nie udało się wywołać uśmiechu na mojej twarzy. A proponowano mi, jak pewnie większości użytkowników internetu, m.in. przedłużenie penisa, adopcję ludzi i zwierząt, lukratywne inwestycje i żarliwe prośby o pożyczkę. Ekaterina (E-Katerina?) napisał do mnie w te słowa:

Dobry dzień.
Po pierwsze, chcę opowiedzieć o sobie, jestem Ekaterina, lat 33.
Coś o mnie.
Od kilku lat pracuję jako menadżer w salonie samochodowym.
W weekendy, a czasem w dni powszednie chodzę na siłownię.
Prawdopodobnie byłeś zaskoczony, gdy znalazłeś mój list w swojej
poczcie.
Piszę do Ciebie, ponieważ nie mogę znaleźć miłości w moim kraju i
postanowiłem wyjść poza niego.
Mam wielką nadzieję, że mi odpowiesz i będziemy dalej się lepiej
poznawać.
Mam nadzieję, że spodobał Ci się mój krótki list i odpowiesz mi.
Ekaterina pochodzi z innego kraju.

Przepiękne. Ten „dobry dzień” zwłaszcza. Albo to „w weekendy, a czasem w dni powszednie chodzę na siłownię” – brakuje jeszcze „bo bardzo ją lubię”, jak u internetowego mistrza składania noworocznych życzeń. I „Mogę być dla ciebie lepszy” w temacie wiadomości. I ostatnie zdanie. Dołączono nawet zdjęcie, ale go tu nie umieszczę, bo byłoby to wysoce nieeleganckie. Pewnie gdzieś sobie ta pani żyje i nawet przez myśl jej nie przejdzie, że jest Ekateriną.

trans ponuj

Ta rezygnacja sobotnią nocą, gdy zamykają przed tobą drzwi dużego pokoju. Udaje ci się jeszcze dostrzec tryumfalny uśmiech starszego brata oraz planszę „film tylko dla dorosłych” na ekranie telewizora. Kiedyś będziesz sam w domu i spróbujesz oglądać „To!”, ale dotrwasz tylko do początkowej sceny z prześcieradłami. Wtedy będziesz tego żałował, później poczujesz wdzięczność. Ta rozpacz, gdy w niedzielę o 19:30 kończy się Wieczorynka, a w twojej głowie rozpoczyna się projekcja ujęć z szatni przed wuefem. Uliczne latarnie oglądane z czwartego piętra są mokre i bardziej czarne od nocy. To uczucie ponownego wessania przez życie, gdy wjeżdżając do miasta widzisz pierwszy od dwóch miesięcy tramwaj.

ziemniaki

Spacerowałem dziś moją stałą trasą wspomnień. Bez muzyki w uszach, bo chciałem odpocząć od dźwięków lepienia. I właśnie dzięki temu idąc starym osiedlem usłyszałem z daleka niewyraźny krzyk. Niósł się między blokami i brzmiał tak, jak przed laty wołali rolnicy sprzedający z wozu swoje towary – charakterystyczne „ziemniaaakiii!”. Obecnie rzecz chyba niespotykana. Czekałem, czy zawołanie się nie powtórzy. Niestety ciąg dalszy nie nastąpił, więc nie było to raczej to, o czym myślałem, niemniej wspomnienia ożyły. Zawsze ożywają, gdy przechadzam się moją trasą, a teraz dopisałem do nich te ziemniaczane. Przypomniałem sobie, że ojciec mojego kolegi z podstawówkowej klasy odpowiadał na ten zew ze swojego balkonu w taki sposób – „Wpierdol se je w krzaaakiii!”. Był niskim i grubym mężczyzną, w naszej szkole pełnił funkcję konserwatora, ale my i tak nazywaliśmy go po prostu woźnym. Minąłem też samą szkołę. Pięknie odnowiona, duża, dwa boiska, bieżnia. I wszystko puste, zamknięte na trzy spusty. Ciekawe, czy obecny konserwator też ma ramiona pokryte więziennymi tatuażami i czy wydziera się czasem z balkonu. Mój dawny blok, niegdyś sklep spożywczy w którym teraz jest przedszkole (puste już niedługo), przystanek. W tramwaju pożałowałem, że nie wziąłem ze sobą słuchawek.