Usiłuję złapać tego migającego między drzewami gościa gościa. Niekiedy widzę jego plecy tuż przed sobą, częściej na swoich czuję jego gorący oddech. Rzeka nie jest morzem, piana nie gasi ognisk, opium się wieczni tli, Marzanna nadal się śni. Kajdany krzywdzące kogoś rozwiane. Wolny, choć spoglądający nerwowo przez ramię.