Zabiłbym śmiechem siebie z przyszłości, jakby zaczął nawijać o tych wszystkich niedokończonych książkach, o tym, że trudno się spotkać mieszkając kilka bloków od siebie, że można usnąć w połowie płyty. Zabiłbym śmiechem.
Miesiąc: Marzec 2021
ole!
nie będzie mnie w tej smole
się
Nazwij mnie wariatem, ale lubię tę szarość nieba i bezwłos drzew. Z dosłownością mi nie do twarzy, metaforyczne maseczki noszę odkąd pamiętam. Przytkany nos zatykam jeszcze bardziej. Uspokajająco wysprzątam łazienkę, nauczę polskiego albo i nie, ugotuję, upiekę, zjem, muzyki posłucham w drodze do pracy, nie będę pił alkoholu, wrócę i nie będę miał się do kogo odezwać, oglądnę i pójdę nie móc zasnąć. Nazwijmy to wolną sobotą.
hełp
Diane, ostatnio próbowałem komuś pomóc. Na przestrzeni paru miesięcy odezwałem się do trzech osób będących w potrzebie. Jedną chciałem wesprzeć duchowo, drugą materialnie, trzecią na wszelki wypadek. Bezinteresownie zupełnie. Dwie z tych osób znam osobiście. Ludzie pomagają sobie z różnych powodów, moje są ich wypadkową: po pierwsze mogę, po drugie miło byłoby się poczuć komuś potrzebnym, po trzecie byłoby to jakieś zadośćuczynienie. Bo nie zawsze jestem tym dobrym. Okey, chciałem dobrze, a wyszło jak zwykle. Znane mi osoby przeczytały moją wiadomość i w żaden sposób nie odpowiedziały. Na e-mail wysłany do tej trzeciej pewnie już się nie doczekam odpowiedzi. I teraz zastanawiam się po jaką cholerę niektórzy otwierają się publicznie ze swoimi problemami, czego oczekują, skoro na realną propozycję pomocy nie są w stanie odpisać choćby jednym zdaniem. Czy wystarczą im lajki, serduszka i komentarze pod rozpaczliwym postem? „Przytulam” napisane przez kogoś, kogo nigdy się na oczy nie widziało? Całe media społecznościowe, internet w ogóle, miały nas podobno do siebie zbliżyć, ułatwić pewne rzeczy, a czym się stały, skoro tak łatwo przychodzi nam zignorowanie czyjejś wyciągniętej ręki? Przecież to tak, jak minąć się na ulicy i nie odpowiedzieć na przywitanie. Co zresztą i w życiu rzeczywistym nie raz i nie dwa mi się przytrafiło. Co ja tu w ogóle robię? Deszczem rozpadam się w bok.
wzory
a2 + b2 = c2
K + M + B
C + M = ?
ży mnie
że jest pociągiem
wśród konfetti
lampionów choinkowych lampek
za zakrętem zniczów z niczym
bez krzyżujących się spojrzeń pod gwiazdami
le moi
Diane, przerzucam się na picie małych kaw. Trochę na podobieństwo Lemmy’ego, który po którejś wizycie u lekarza zamienił Jacka Danielsa na wódkę z sokiem pomarańczowym, twierdząc, że tak jest zdrowiej.
boj się
Usiłuję złapać tego migającego między drzewami gościa gościa. Niekiedy widzę jego plecy tuż przed sobą, częściej na swoich czuję jego gorący oddech. Rzeka nie jest morzem, piana nie gasi ognisk, opium się wieczni tli, Marzanna nadal się śni. Kajdany krzywdzące kogoś rozwiane. Wolny, choć spoglądający nerwowo przez ramię.