naskórnie czuję

W pierwszym momencie pomyślałem, że musiałem się gdzieś ubrudzić farbą, albo wapnem. Tylko gdzie niby? Więc pewnie pastą do zębów. Nie, też nie, nie zmywa się. Okazało się, że to po prostu mój zarost. Że ta moja broda, która nigdy właściwie nie wyrosła, jest praktycznie nie siwa, a biała. Diane, i jak ja niby mam Ci wysłać swoje zdjęcie, skoro przestaję się poznawać w lustrze? Ponaciągane, niezdrowe coś, z najczęściej smutnym spojrzeniem – oto, czym się stałem. Mam też wrażenie, że brzydną mi palce. Moje dłonie, mój niegdysiejszy atut, zaczynają przypominać łapska starszego pana. Jezu, tylko czekać, aż pojawią się na nich plamy wątrobowe! Nie no, przesadzam, to jeszcze nie ten etap umierania. Powinienem tu dodać uśmiechniętą emotkę, żeby nie zostać źle zrozumianym. Nie czuję się źle w swojej skórze, dziwię się tylko, że jest ona taka, jaka jest. Bo ja cały czas mam wrażenie, że jest taka, jak ją zapamiętałem. A moja pamięć skończyła się gdzieś z końcem lat dziewięćdziesiątych.

hē hýlē

Utkany wiatrem, w czasach gdy był jedynie mgłą, wymyślił sobie siebie na podstawie nieodpowiednich lektur. I, niestety, udało mu się lepienie. Lepiej, nie? Lepiej nie… Zależy z której strony patrzeć, stety-niestety. Strona jest ważna, z której się patrzy, z której się słucha. Pod jakim kątem pada światło, czy w kącie umiejscowiony jest głośnik. Choć w tym przypadku dudnik, skoro z każdym powiewiem coraz więcej piasku wdziera się między tryby plugawej maszynerii. Na całe szczęście na skutek czterech pór deszczowych oliwienie następuje. Na na na, choć częściej pod pod pod. Efekt tego jest taki, że stron zapisanych w głowie umiejscawiać nie trzeba. Nie zawsze i niekoniecznie.

neony

Jak nie teraz, to kiedy? Pod neonowym światłem dojrzewają rośliny. Wciągam szczyptę normalności. Uspokaja ciche brzęczenie lamp. Żaden czarny rycerz nie jest w stanie nimi władać. Są kruche w niewłaściwych rękach.