Na ulicach inwazja ludzi uśmiechających się do swoich myśli. Czasami jestem jednym z nich.
Miesiąc: Czerwiec 2021
ciary
Tak dobrze znajome, choć nie takie już częste. Jakby od dołu pleców, aż do ramion. Przeważnie niestety przy produkcjach własnych, co jest trochę zastanawiające, bo daleko mi do samouwielbienia. Ale dobrze, że są.
podchodzę
grad w żagle
niezniszczalny nagle
ducha pogody
nie gaście niech płoną
świetliki w słoikach
gry w podchody nagrodą
sierp
Czym jeszcze może mnie zaskoczyć rozgrzany asfalt? Czy dostrzegę coś więcej w rozświetlonym miastem wieczornym niebie? W zasadzie, to nie wiem czy mi na tym zależy. Stare książki wracają na półki, poza mną niech nie zmienia się nic. Nie pozwolę sobie zrobić rewizji osobistej, nie mam nic do oclenia, nic do ocalenia. Nie staram się niczego przemycić, nie przemywam, nie przemawiam, nie ubarwiam, stara farba całkowicie odpadła z wysłużonych okiennic. Niczego nie pamiętam, potrafię sięgnąć pamięcią najwyżej dobę wstecz, więc nie przyznam się, bo nie mam do czego. Po prostu jak zawsze wyjdę w ten żar i jak zawsze wrócę. Nienaruszony.
kle kle
Rozszerzę te kleszcze biegając po klawiaturze, nie skacząc po kanałach. Rozejdę się sam ze sobą, zamienię się na stary, nieprodukowany już model, który może nigdy do najpiękniejszych nie należał, za to był niezawodny, funkcjonalny i można było na nim polegać. Krok za krokiem, w poszukiwaniu własnych pleców, świadomy kołnierza weterynaryjnego sprowadzam na świat egipskie ciemności.
małe zwycięstwo

kabaret Od.Do
jak uciec Od tego Do czego tak długo się uciekało?
szybko najdalej
ogłaszam zwycięstwo z wyprzedzeniem
profetycznie czuję smak toastu słyszę już grzechotanie w lodowatej szklance
bez przymrużenia oczu bez wysiłku uszu
może tym razem obok
skoro potrafię uśmiechnąć się do świeczki to może jeszcze nie wszystko stracone
dom
dom twój gdzie twoje płyty i książki
i kubek
z grubsza
najważniejsze to
nie bać się dźwięku
nie utknąć pomiędzy stacjami radiowymi