płyn kosmetyczny

Rok temu o tej mniej więcej porze otarłem się o szpital z jakimś bliżej nieokreślonym zapaleniem płuc, potem o mały włos nie umarłem od antybiotyku. Dzisiaj mam zapalenie tchawicy, krtani i strun głosowych, a dawek antybiotyku (innego) przyjąłem już dwie. W porównaniu z zeszłym rokiem na szczęście nie gorączkuję, bo w tych upałach byłoby to nie do wytrzymania. A może przeciwnie, przy wysokiej gorączce przecież odczuwa się dreszcze, nie byłoby tak źle? Wolę nie próbować. Ciekawe co jest w tej porze roku, że przeważnie wtedy choruję. Klimatyzacja w samochodach, w pracy, chłód piwnicy i garażu, napoje z lodówki i z lodem? Jakieś osłabiające wcześniej alergeny? Przemęczenie? Pewnie wszystko do kupy. Przynajmniej przez jakiś czas będę miał wymówkę w wiadomej sprawie – antybiotyk muszę brać przez tydzień. Będzie on też dodatkowym zabezpieczeniem na moje słomiane owdowienie, które rozpoczynam w sobotę. Ale tutaj nie mam wątpliwości, z nim, czy bez niego, spokojnie wytrwam przy swoich założeniach. Dostałem takiego naturalnego haju, jestem teraz tak twórczy a zarazem tak dobrze podłączony do rzeczywistości, jak nigdy w życiu. Tylko to pielęgnować.