pocałunek

Dziękuję ci, o piękna nieznajoma ze snu, za ten pocałunek, co bynajmniej jak ze snu nie był. Właściwie wszystko w tym śnie było wypisz wymaluj jak z mojej codzienności zaczerpnięte, poza beretem, który miałem na sobie przez cały czas. A więc po jednej stronie ja w jakimś klubie, nadal niepijący i nie odzywający się za wiele, bo i o czym rozmawiać z rozimprezowanym towarzystwem młodszym ode mnie o te kilka lat. Po drugiej stronie mój kolega, któremu usta się nie zamykają, pijący na umór i wciągający do zapchania dziur; oraz jego dwie urodziwe koleżanki. I to właśnie jedna z nich na pożegnanie obdarowała mnie namiętnym pocałunkiem, który oczywiście miał być trochę dla jaj, wyczułem to, ale nie przeszkadzało mi to kompletnie. Był taki, jaki powinien być pocałunek nad ranem w klubie: ciepły, mokry, podany z uśmiechem, lekko przyprawiony alkoholem. I nie tylko mi sprawił on przyjemność.

Takie tam radości po czterdziestce – fikcyjne pocałunki.

Jedna myśl na temat “pocałunek

Dodaj komentarz