Diane, nie patrz na mnie gdy pachnę świeżo skoszoną trawą. Obserwuj lepiej mój skok do jeziora. Widzisz trójkąty, które powstały przy zetknięciu z wodą? Albo nasłuchuj echa mojego głosu odbijającego się od ścian kanionu. Jeżeli nie uda ci się namierzyć mnie w ten sposób, idź po moich śladach odciśniętych na słonecznych stopniach drabiny. Gdzieś tam jestem przez cały czas. Gdzieś tam.
Miesiąc: Wrzesień 2021
wciąż
podczas gdy trzecie rozgląda się za szczyptą realnego szaleństwa
zraszam jedno oko czyimś fikcyjnym szczęściem za dnia
a drugie sklejam własnym urojonym cierpieniem nocą
swe me
swędzenie pod paznokciami i za oczami
surrealizmy dnia codziennego
W jednej ręce mam pudełko z sześcioma muffinkami, w kieszeni mam pączka, a w plecaku dwie paczki chipsów. Druga ręka zajęta parasolem. Mam też trzy komplety kluczy których używam, za każdym razem gimnastykując się podczas prób trzymania parasola i pudełka jedną ręką. Wtedy klucze w tajemniczy sposób przedostają się do tych trudniej dostępnych dla wolnej ręki kieszeni. Do pełni szczęścia brakuje jeszcze dzwoniącego telefonu.
…
W jakiś dziwny sposób podobają mi się kobiety z jakby złamanymi nosami.
…
Pani w cukierni dzieli się swoimi remontowymi problemami. Podobnie jak w naszym przypadku wielki zły szwedzki sklep dwa razy anulował jej zamówienie. A my przed chwilą dowiedzieliśmy się, że złożone wczoraj zamówienie na trzy domowe sprzęty (w sklepie włączającym niskie ceny) nie może zostać zrealizowane z powodu czegoś tam. To jest już jakaś plaga.
liść od m.
Szczypta światła. Może być przez szybę. Być może przez nozdrza. Widziałem wczoraj pierwsze opadające liście. Nie dało się ich nie zauważyć, mimo że przemieszczałem się bardzo szybko. Gdy już się na chwilę zatrzymałem, w przestronnych korytarzach widziałem powoli gasnących ludzi. NIe sprawiali wrażenia zagubionych. Pomyślałem sobie, że być może kiedyś przyjdzie mi się wśród nich jakoś odnaleźć.
sims
Wydaje ci się, że rano ze wszystkim zdążysz. Przecież to zajmuje tylko chwilę. Potem okazuje się, że przecież jeszcze to i to i to. Wydaje ci się, że szybko dojedziesz. Przecież mieszkasz w pobliżu przystanku. Potem stoisz całą wieczność na przejściu dla pieszych czekając na zielone światło i odprowadzając wzrokiem kolejne uciekające ci tramwaje. W pracy dla odmiany wydaje ci się, że nie zdążysz z niczym. Jak zawsze kończysz przed czasem i czekasz na następne rozkazy z matplanety. Później wydaje ci się, że sobie nie poradzisz, że gdybyś się napił jednego małego drinka przynajmniej nie czuł byś tej dziwnej tremy. Zdajesz sobie sprawę, że to iluzja, oszustwo, pokusa która poza walorami smakowymi niczego ze sobą nie niesie. Powstrzymujesz się, wygrywasz, radzisz sobie. Wydaje ci się, że po powrocie do domu coś do kogoś napiszesz, może czegoś posłuchasz. Potem okazuje się, że jest już prawie jedenasta, dom śpi, a tobie informacja o prawdopodobnym przeziębieniu syna odbiera resztkę sił. Wydaje ci się, że mimo wszystko jakoś to będzie.
alchemia
toczy mnie
to czy mnie zrozumiesz zależy
więc przyjmę alchemię
nieprzepisaną ręką szarlatana
łerłen
Diane, a więc gdzie i kiedy rozgrywa się to życie? Przecież nie nocą, gdy przed wymęczonym snem człowiek rozpamiętuje tylko swoje upadki. Tak jakby te dobre chwile nigdy nie istniały, jakby dusza o nich nie miała pojęcia. Raczej nie wtedy, gdy z niechęcią patrzysz na swoje dziecko, bo po raz tysięczny tłumaczysz mu coś, czego ono i tak nie wysłucha, nie przemyśli, nie zrobi. I z pewnością nie podczas porannej chwilowej teleportacji do czyjejś łazienki. To gdzie? I kiedy?
jak zwą, tak zowią
Nie ma dobrego momentu na zwątpienie, ale ono i tak wybiera ten najmniej odpowiedni. Ale wiesz, czym mu ja? Ja mu na to spacerem, obserwacją świątyń drewnianych i kamiennych. Ja mu nutą, ja słowem, obrazem. I ciszą też, i łapaniem tych głupich promieni słonecznych. Atakowałbym nawet słonecznikiem, ale w tym roku jakieś takie bez bazy są, podobnie kukurydza. Choć tę ostatnią ja i tak przez cały czas mam w głowie, w mojej klatce piersiowej bije wielka kolba pompująca popcorn żyłami. I gdzieś tam przez cały czas stoję. I prawie już się nie boję.
jolka
Nie przekraczam żadnych granic. Chyba że w obrębie samego siebie, z czego bardzo się cieszę. Część mnie w tych wszystkich kroplach, reszta rozwinięta na zewnątrz. Z pustego kielicha odsłaniam się w kierunku dawno niewidzianego słońca. Na ulicy prześladują mnie kolory włosów. Najstraszniejszym z nich jest wodorostowy, trupi niewiele mu ustępuje. Pojawiam się na chwilę w pracy, ot tak, przybić parę piątek, coś tam podpisać, zostać znokautowanym wieściami od dobrego kolegi o niedobrej żonie. Wers „z autobusem Arabów zdradziła go” w każdym razie nabrał dla mnie od wczoraj nowego znaczenia trafiając tym samym do indeksu cytatów zakazanych.