Ubiorę się w liście. To kamuflaż. Nie dostrzeże mnie to, co nocą wyląduje na pustym szkolnym boisku. Nikt nie poświęci mi drzewa, chociaż mam własne mosty. Od wczoraj kicham umysłem. Stan baśniowy dla dorosłych.
Miesiąc: Październik 2021
i tramwajeje
Zabrali mi akwarystyczne tramwaje z zawsze wolną rufą.
W tych nowych ja jakiś taki stary.
wy
Wychodzę na spacer, przejść się, idę. Staram się wyciągnąć głowę z dupy i dopiero wtedy zauważam innych ludzi. Zapłakana dziewczyna wychodząca z centrum medycznego. Dowiedziała się czegoś niedobrego o sobie? O kimś bliskim? A może już tam nie pracuje? Nastolatka siedząca na chodniku przy przystanku tramwajowym. Spojrzenie wbite gdzieś w niewidzialny punkt poza horyzontem zdarzeń. Niepełnosprawny mężczyzna któremu choroba wymalowała na twarzy permanentny uśmiech. Jak wygląda zły nastrój w jego przypadku? I tak dalej, nie wszystkich pamiętam, musiałbym chodzić z notatnikiem. Sądzę, że za dużo myślę o sobie. Tu tkwi jedna z przyczyn.
sowi proszek zza kurtyny
Polatam trochę nad okolicą. Wychodząc z domu zrobię smutną minę, podczas gdy wewnątrz mnie będzie wesoło trzaskać ogień. Bliźnięta w jednym ciele. Faza słońca. Jeszcze nie wiem jak mnie ona nastraja. Z pewnością otwiera we mnie pewne drzwi. Nic nie poradzę, że lubię przez nie zaglądnąć tu i tam, jutro i wtedy. Nie do końca biały, absolutnie nie czarny, z lekka zarumieniony. Śmiechy. Byłoby im do śmiechu, gdyby rozcięli ten worek a w środku znaleźli mnie. Nie dostrzegają, choć patrzą przez. Może to i dobrze. Morze. Styka się z górami. W moim przypadku. Tyle udało mi się pozbierać z mojej rozsypanki.
ent
chyba napisałem już wszystko
czasem
tak bywa, że jestem pęknięciem w asfalcie
wypełnionym deszczem
tuż obok torów tramwajowych
codziennie jeździsz tędy do pracy
widzisz mnie?
a przecież to moje oko pękło
bę a
Będę rozmawiał o pieniądzach, a wolałbym o książkach.
Będę wracał do domu, a wolałbym nad rzekę.
Pójdę swoją ścieżką, a co mi tam.
mia
miast marnowanych zwycięstwo marynowane
pachnące imbirem dżdżem
nie miazmatem nienazwanym
w smutek drzew nad nimi zasłuchane
mglnie mknie
W tę mgłę spoglądam niewidzącymi oczami. W tej mgle widzę tysiące słońc. W nią wyjdę. W niej się zasłuchuję. Mgłą oddycham. Nią zasnuwam ośrodki poczerniałe od wyładowań.