Polatam trochę nad okolicą. Wychodząc z domu zrobię smutną minę, podczas gdy wewnątrz mnie będzie wesoło trzaskać ogień. Bliźnięta w jednym ciele. Faza słońca. Jeszcze nie wiem jak mnie ona nastraja. Z pewnością otwiera we mnie pewne drzwi. Nic nie poradzę, że lubię przez nie zaglądnąć tu i tam, jutro i wtedy. Nie do końca biały, absolutnie nie czarny, z lekka zarumieniony. Śmiechy. Byłoby im do śmiechu, gdyby rozcięli ten worek a w środku znaleźli mnie. Nie dostrzegają, choć patrzą przez. Może to i dobrze. Morze. Styka się z górami. W moim przypadku. Tyle udało mi się pozbierać z mojej rozsypanki.