pod latarnią

Ulicami nieprawdziwi ludzie. Karykatury wyposażone w strzelby do makijażu. Ciemnością niewrażliwość głucha i niewidoma. Dławię się, ale któregoś dnia utopię ich wszystkich w wymiocinach. Ten bezdomny, którego widmo jeszcze długo będzie się unosić w wagonie, jest od nich wszystkich o wiele bardziej rzeczywisty. Sam jestem nie lepszy. Sam już nie wiem – czy od nich, czy od niego. Małodobry nawet. Sam, przeważnie.

Dodaj komentarz