rozległość

skręć ze mną w jeden z tych siedemnastu rozświetlonych korytarzy

gdzie wiry pochłoną

wszystkie rurki szklane i plastikowe

wszystkie krople na podłodze i w żyłach

szybko! skracaj sny!

w tym obszarze występują po przebudzeniu

oparci o budynek

I mogłabyś do mnie dołączyć na tej ławce, pod warunkiem że stałaby ona blisko ściany, albo tylko i wyłącznie w tym przypadku, gdy nasze plecy potrafiłyby zmieniać swoją długość. Zmiana czasu. Jest chłodno, ale nie zimno. Mamy jeszcze długie rękawy i nogawki. Powietrze smakuje metalem. Światło nastraja optymistycznie, wyostrza krawędzie, ale wygładza wszelkie wyrwy w obecnej czasoprzestrzeni. Właściwie nie musimy rozmawiać. W naszych rękach próbują się zmaterializować przedmioty, tak jakby rzeczywistość nie mogła się zdecydować w co nas wyposażyć. Jabłko, papieros, książka, klucze, telefon. Chyba masz okulary, ja jak zwykle nic. Zmiana czasu. Nie będziemy zwracać uwagi na to, co z drugiej strony otacza budynek. Co go oblepia, co rośnie z każdym rokiem. Przypomina to symbionta, którego wyplułem podczas ostatniego marszu górską ścieżką. Albo te rzeźby w gabinecie Johna Miltona. Do wyboru, do koloru. Wystawowe manekiny potraktowane nagrzewnicą. Białe. Albo czarne.

A jak się starzeć, to tak:

ob-szary

Powrót ze świata obwiedni zajmuje znacznie dłużej, niż to miało miejsce do tej pory.

Na dzień dzisiejszy zamieszkuję różne światy. Obwiedni, poobiedni, nieodpowiedni…

Bywam też w świecie ludzi lepszych ode mnie.

Nie bardzo wiem do którego sam należę, ale parafrazując Reni Jusis, kiedyś się znajdę. Tam.