Obudziłem się całkowicie normalny. Zaskakujące. I zastanawiające. Nie musiałem się ranić aby cokolwiek poczuć. Nie musiałem uciszać myśli, ani wkładać najmniejszego wysiłku w koncentrację. Nawet mój syn nie wytrącił mnie z równowagi swoim wychodzeniem z domu na ostatni moment. To, że nie mogłem się dodzwonić pod dwa numery komórkowe i jeden stacjonarny, też zupełnie mnie nie obeszło. Nie rusza mnie moja niepewność interpunkcyjna. Jestem sobie, zwyczajnie. Czy ktoś mi może powiedzieć dlaczego tak nie może być zawsze? Dlaczego następnym razem obudzę się pod kamieniem na dnie jeziora, zamiast znów na chmurze?
Miesiąc: Kwiecień 2022
idąc
Kończy się kwiecień, choć nie wiadomo za bardzo kiedy się zaczął. Na zewnątrz panuje to niezdecydowanie pór roku, które tak bardzo lubię. Wewnątrz mnie dźwigi kluczą na ptasią modłę. Ze sklepu tytoniowego wyszedłem z nowym, leśnym zapachem. A na ulicy podniosłem i podałem ołówek dziewczynie na rowerze. Uśmiechnęliśmy się do siebie oczami. Tak trzeba żyć, aby uśmiechnięte oczy ładowały nam baterie.
śnieżżż
kasety w schowku pokrył kurz
Diane
krzyczę do dyktafonu
z mostu
Bezludna wyspa w samym centrum wielkiego miasta. Tyle innych mieszkań, tyle cudzych skór, ani jedna chwila w nich nie spędzona. Opuszczona latarnia morska. Niedomknięte drzwi, przeciąg poruszający firankami, niedopita kawa. Dopiero teraz statki przestaną błądzić.
maoam
mam wrażenie że jednak mnie tu nie ma
trrrach
Mam dla Państwa być może złą wiadomość: wszystko odarte jest z tajemnicy. Nie to żebym był pesymistą, co to to nie. Przestałem nim być w momencie gdy uświadomiłem sobie tę prawdę. Nie szukajmy czegoś więcej, bo tego tam nie ma. Powiem więcej, tego nigdy tam nie było. Gdzie jest „tam” w ogóle? Nigdzie. Wszystko odarte jest z tajemnicy. Co nie znaczy, że nie można próbować jej szukać.
balkon
Tak bardzo chciałbym się teraz znaleźć na którymś z tamtych balkonów. Doskonale odgradzały nas od rzeczywistości… Czasami spoglądaliśmy na tory kolejowe, przechodził mnie wtedy dreszcz. Kojarzyły mi się z jakimś przymusowym wyjazdem w nieznane. Pod tym względem niewiele się zmieniłem: nie lubię się przemieszczać, cenię sobie bezruch. Widok z balkonu na cokolwiek – niewiele więcej mi trzeba.
se bastion
Ej! Wy wszyscy wciągnięci do niszczarki dokumentów! Wessani przez odpływ! Zezłomowani przypadkiem ze swoim poprzednim samochodem! Rozciągnięci pomiędzy pilates a baletem waszych córek! Ja tu zostanę! Nigdzie się stąd nie ruszam!
indiańskie imiona, indiańskie lato
Każda wiosna mami jakąś obietnicą. Od teraz będzie wszystko lepiej. Będzie tak dobrze, jak kiedyś. Wracając nocą do domu i wdychając po drodze te słodkie zapachy prawie jestem w stanie w to wszystko uwierzyć. Ignoruję ból kolan, zapominam o głośnej pracy żołądka przy porannej kawie, odbicie w lustrze jest bardziej owłosione. I wszyscy będą zdrowi, nikt się już nie pokłóci, lektura wciągnie, muzyka przyprawi o dreszcze. Już wiem czemu z tego wszystkiego tak szybko uchodzi powietrze: by zasilić wiatr. By przypomnieć o sobie babim latem. By można było przesunąć punkt i zacząć liczyć na coś od nowa.
pły
jakże płynnie zachodzi
przemiana gniazda szerszeni
w ul na karku