czerw

Niech zażre ten czerwiec. Nie lubię tych słów i zwrotów – „żreć”, „nie zażarło”, brzmią okropnie, przy nich język niemiecki wydaje się być muzyką ambient. Ale odpowiada mi „żrące” – ma w sobie tyle ostrzeżenia, że będę się trzymał z daleka.

Mam wrażenie, że przełom maja i czerwca od zawsze był przełomowy także dla mnie. Rodziły się wtedy jakieś pomysły, może i głupie, naiwne, ale jednak. W zeszłym roku wymyśliłem sobie detoks i pomaganie innym. W jednym i drugim przypadku chodziło przy okazji o pomoc samemu sobie. Częściowo zdało to egzamin. Dobrze się wtedy czułem i będę teraz próbował na nowo wywołać ten stan, choć może nieco innymi środkami. Wymyśliłem też wtedy moje zniknięcie z tego tutaj świata, ale jak widać nie udało się. I dobrze, chyba. Prawdopodobnie bardzo bym tego żałował, być może pierwszy raz w życiu.

Za oknem wspaniała jesień u progu tego lata, którego jakoś tak nie przywitam z otwartymi ramionami. Lato to wyjazdy, wyjazdy to wybicie z rytmu, wybicie z rytmu może wywołać fałszywe nuty tu i ówdzie. A ja lubię, jak igła mojego gramofonu bezpiecznie umieszczona jest w rowku. Z drugiej strony (strona B) dobrze jest też czasem ujrzeć parowy i wąwozy.

2 myśli na temat “czerw

Dodaj komentarz