Lubię to uczucie, gdy z umysłu opadają zasłony, welony, kurtyny, ślimaki, robaki, łuski, pióra, paznokcie, galaretki, budynie, kartki kalendarza, niewygodne buty, horrory oglądane przez palce, książki zalane zupą, zapomniane zadania domowe… Lubię, gdy tego wszystkiego nie ma. Jest tylko szlak, bez żadnych życiowych drogowskazów, po prostu kawałek suchego asfaltu, jakieś widoki, miarowy chód. Naprzód. Lewa, prawa. Wdech, wydech.
Miesiąc: Czerwiec 2022
czerw
Niech zażre ten czerwiec. Nie lubię tych słów i zwrotów – „żreć”, „nie zażarło”, brzmią okropnie, przy nich język niemiecki wydaje się być muzyką ambient. Ale odpowiada mi „żrące” – ma w sobie tyle ostrzeżenia, że będę się trzymał z daleka.
Mam wrażenie, że przełom maja i czerwca od zawsze był przełomowy także dla mnie. Rodziły się wtedy jakieś pomysły, może i głupie, naiwne, ale jednak. W zeszłym roku wymyśliłem sobie detoks i pomaganie innym. W jednym i drugim przypadku chodziło przy okazji o pomoc samemu sobie. Częściowo zdało to egzamin. Dobrze się wtedy czułem i będę teraz próbował na nowo wywołać ten stan, choć może nieco innymi środkami. Wymyśliłem też wtedy moje zniknięcie z tego tutaj świata, ale jak widać nie udało się. I dobrze, chyba. Prawdopodobnie bardzo bym tego żałował, być może pierwszy raz w życiu.
Za oknem wspaniała jesień u progu tego lata, którego jakoś tak nie przywitam z otwartymi ramionami. Lato to wyjazdy, wyjazdy to wybicie z rytmu, wybicie z rytmu może wywołać fałszywe nuty tu i ówdzie. A ja lubię, jak igła mojego gramofonu bezpiecznie umieszczona jest w rowku. Z drugiej strony (strona B) dobrze jest też czasem ujrzeć parowy i wąwozy.
bla blask
Czy już jaśnieje?
Czy ja śnię, czy jaśnieję?