Za każdym razem wchodząc po tęczowych szczeblach zastanawiam się, czy to już, czy w tym momencie mogę się odepchnąć, czy teraz jakaś siła sprawi, że mój upadek będzie miał odwrotny kierunek, że cały świat wykona subtelnego twista? To byłoby coś pięknego, tak spadać w górę. Może na tym to wszystko właśnie polega, może w tym tkwi podpowiedź, może do tego należy dążyć. Podpowiedź-spowiedź, może-morze. Wszystko się przenika. WSZYSTKO. Wracając do tego przyjemnego nurkowania w niebiesiech, to myślę, że gdy już osiągnie się ten stopień wtajemniczenia w którym rzeczy upadają do góry, to reszta tajemnic otworzy się na podobieństwo wachlarza. Albo potrącanych elementów domina. Gdzieś tam minie się świadomością ostatnią (a może pierwszą, zależy z której strony upadać) galaktykę po to, by za nią natknąć się na ścianę z obrzydliwych zielonych i brązowych kafelków. I znowu trzeba będzie poświęcić ileś żywotów, ileś cywilizacji, na sforsowanie jej. Po to tylko, aby przekonać się, że po drugiej stronie zgromadzone są te wszystkie przedmioty, które nam kiedyś upadły (!) na podłogę, nigdzie się nie odtoczyły ani nie odskoczyły, ale za żadne skarby świata nie dawały się odnaleźć.
gdzieś tam leży też mój pierścionek z błękitnym oczkiem. ktoś mógłby go dla mnie odnaleźć?
PolubieniePolubienie