Spomiędzy drzew trójwymiarowe nagranie zielonego olbrzyma wręcza mi list. Wróciwszy do domu nakrywam samego siebie na własnoręcznym adresowaniu. W liście to wszystko dopiero się wydarzy, we śnie i na jawie jest wielokrotnie po wszystkim. Za każdym razem gdy odwracam wzrok kątem oka dostrzegam siebie zgarbionego nad biurkiem. Spisuję to wszystko jeszcze raz, na nowo. Dopiero teraz. Między słowami sypie się proszek codzienności, zmielone ziarna i dym. Koperta jest przesiąknięta. A to ci dopiero.