drimcepcja

Tej nocy miałem dość dziwaczny sen, ale jego końcówka przebiła wszystko, co do tej pory przydarzyło mi się podczas spania. Mniejsza o szczegóły, fabułę, chodzi raczej o uczucia jakie senna projekcja wywołała we mnie tuż przed i zaraz po przebudzeniu. Ciężko to opisać. Chyba najbliżej prawdy byłoby nazwanie tego deja vu podczas snu. A może był to jakiś najgłębszy możliwy sen, śnienie o tym, że się śni? Nie wiem. W każdym razie gdy się działo, miałem przekonanie, że już wielokrotnie przez to przechodziłem. I żeby mogło się to dziać, musiałem o tym marzyć… przed snem właśnie. Coś niesamowitego. A po przebudzeniu dezorientacja razy dziesięć. Napewno znasz to uczucie, gdy budzisz się nie mając pewności, czy sceny poprzedzające pobudkę wydarzyły się naprawdę, czy rozgrywały się tylko za twoimi zamkniętymi powiekami. No to tutaj doszło jeszcze uczucie niepewności, czy faktycznie się obudziłem. Niesamowite. Tego jeszcze w moim teatrze marzeń nie grali. I tak, chodziło w tym wszystkim o kobietę. Fikcyjną, gwoli ścisłości. A przynajmniej taką mam nadzieję.