mandaryn

Wspaniale było wracać przez park. Po śniegu pozostało już tylko wspomnienie, nieprzyjemna dla większości aura skutecznie wypłoszyła spacerowiczów. I bardzo dobrze. Ostatnio aż się wzdrygam, gdy na moich alejkach jestem zmuszony mijać innych ludzi. To samo dotyczy tramwajów: zbytnia bliskość i nachalne sąsiedztwo są w stanie zmusić mnie do opuszczenia pojazdu przed miejscem docelowym. Więcej przez to chodzę i wmawiam sobie, że dzięki temu poprawił się mój sen. Sypiam faktycznie lepiej, tyle tylko, że wymazuję z pamięci te momenty w których zażywam melatoninę. Mimo wszystko ma to swoje plusy: śpię mocniej, głębiej, a to, co mi się śni mogłoby być przedmiotem akademickich dyskusji. Może i mogłoby być, gdybym tylko był zauważalny. Ale w sumie… Dobrze mi z tą moją niedostrzegalnością. Jestem niepozorny jak mandarynka. Życie nie po raz pierwszy odesłało mnie na ławkę rezerwowych, ale naprawdę nie narzekam: mam stąd wspaniałą perspektywę i naprawdę niecodzienne widoki.

2 myśli na temat “mandaryn

Dodaj komentarz