O tym, że magia wyczerpuje się, upewniły mnie zaklęcia trafiające w próżnię. Dotyk starych woluminów przestał sprawiać przyjemność, niezauważona wcześniej warstwa kurzu i pajęczyn nagle dała o sobie znać wierceniem w nosie. Eliksiry poukładane na półkach straciły swe barwy, skuteczność zapewne także. Z mojej szaty poodpadały wyhaftowane półksiężyce, a z fotela przy wtórze demonicznego pisku sprężyn ku sufitowi komnaty wzlatywała chmura moli. Zwierciadło zaniemówiło i przestało wykrzywiać czasoprzestrzeń, a powtarzane aż do zachrypnięcia inkantacje jedyne co wywołały, to moją senność. Spojrzałem na okno i pomyślałem, że za jakiś czas trzeba je będzie umyć.