szkic

W panelu administracyjnym tego miejsca zapisał mi się szkic o tytule „d” i o treści „Może”. Zabawne, ale nie bardzo potrafię dojść do tego, o co mi chodziło, gdy zaczynałem pisać. Albo nie, w sumie nie ma w tym nic śmiesznego. Tak jak w tym, że w ciągu dnia natykam się na miejsca i sytuacje do których chciałbym potem wrócić na swoich łamach, ale oczywiście gdy siadam do klawiatury nie jestem w stanie przywołać żadnych skojarzeń z zapamiętanymi obserwacjami. Kiedyś miałem w zwyczaju prowadzić w telefonicznym notatniku chaotyczne zapiski które tu potem rozwijałem, zaowocowało to wieloma bardzo interesującymi wpisami zignorowanymi przez społeczeństwo. Chyba do tego wrócę, uwielbiam być tym ignorowanym.

Jeżeli można to w ogóle jakoś wyczuć w pierwszych świadomych minutach dnia, to obudziłem się niedotleniony. Ostatnio każda pobudka przypomina zejście z krzyża. Najpierw wyrywam łączące mnie z materacem gwoździe, dziury po nich dezynfekuję kawą, a prysznicem zasklepiam ostatecznie wszystkie rany. Przez połowę dnia usiłuję pozbyć się przeciągu w głowie. Powiedzenie „będę w przeciągu piętnastu minut” w moim przypadku nabiera całkiem nowego interesującego znaczenia. W pewnym momencie przeciąg ustępuje chybotaniu, zaglądam wtedy do swojej głowy i widzę sceny rodem z kreskówek, komedii i filmów katastroficznych. Moje życie to ciągła kreskówka, komedia i film katastroficzny, podczas gdy inni mają na codzień musicale, erotyki i dokumenty podróżnicze. Ale kto przy zdrowych zmysłach wymieniłby wywracające się stoły i przesuwające się po podłodze fortepiany na intymnie oświetlone nocne kluby wypełnione po brzegi pięknymi egzotycznymi, kobietami?

mojego problemu nie ma na liście

Taką opcję podałem kiedyś podczas usuwania konta w jakimś internetowym sklepiku z marzeniami. A może z koszmarami? Przypomniały mi się te słowa podczas mojej dzisiejszej pierwszej w życiu wizyty u terapeuty. Pod kopułą nazbierało mi się trochę niepotrzebnych rzeczy i poczułem potrzebę znalezienia kogoś, kto mi je pomoże posprzątać. Nie bardzo jeszcze wiem, co sądzić o tym spotkaniu. Poruszyłem tylko wierzchołek góry lodowej, w dodatku nie mogę się pozbyć wrażenia, że przez pięćdziesiąt minut właściwie w ogóle nie mówiłem o sobie. W dodatku pani słuchająco-notująca w trakcie mojego otwierania się pozwoliła sobie parę razy ciężko westchnąć, co właściwie nie wiem jak zinterpretować. Że coś na zasadzie „o nie, znowu to samo, nie wytrzymam kolejnej osoby pierdolącej o tym samym„? Staram się nie zniechęcać, do ludzi trzeba się przyzwyczaić. W każdym razie gdybym po drugiej sesji zamilkł na dłużej, znaczyć to będzie, że jestem gdzieś zamknięty i poddawany elektrowstrząsom.

czeci czeci

odsądzony od czci i wiary pozbawiony jednego i drugiego odsączony przez pryzmat wspomnień przecieram oczy ze zdumienia wsłuchany w trzask stawów i zastawiam się „jak to, już?”

mój syn wraca do domu z sylwestrowej zabawy dokładnie tak samo jak ja te całe eony temu niewyspany trzeźwy i zapewne nieszczęśliwy po kilku godzinach obserwacji dobierania się w pary

pewnie nadinterpretuję nie jest mną na szczęście