W panelu administracyjnym tego miejsca zapisał mi się szkic o tytule „d” i o treści „Może”. Zabawne, ale nie bardzo potrafię dojść do tego, o co mi chodziło, gdy zaczynałem pisać. Albo nie, w sumie nie ma w tym nic śmiesznego. Tak jak w tym, że w ciągu dnia natykam się na miejsca i sytuacje do których chciałbym potem wrócić na swoich łamach, ale oczywiście gdy siadam do klawiatury nie jestem w stanie przywołać żadnych skojarzeń z zapamiętanymi obserwacjami. Kiedyś miałem w zwyczaju prowadzić w telefonicznym notatniku chaotyczne zapiski które tu potem rozwijałem, zaowocowało to wieloma bardzo interesującymi wpisami zignorowanymi przez społeczeństwo. Chyba do tego wrócę, uwielbiam być tym ignorowanym.
Jeżeli można to w ogóle jakoś wyczuć w pierwszych świadomych minutach dnia, to obudziłem się niedotleniony. Ostatnio każda pobudka przypomina zejście z krzyża. Najpierw wyrywam łączące mnie z materacem gwoździe, dziury po nich dezynfekuję kawą, a prysznicem zasklepiam ostatecznie wszystkie rany. Przez połowę dnia usiłuję pozbyć się przeciągu w głowie. Powiedzenie „będę w przeciągu piętnastu minut” w moim przypadku nabiera całkiem nowego interesującego znaczenia. W pewnym momencie przeciąg ustępuje chybotaniu, zaglądam wtedy do swojej głowy i widzę sceny rodem z kreskówek, komedii i filmów katastroficznych. Moje życie to ciągła kreskówka, komedia i film katastroficzny, podczas gdy inni mają na codzień musicale, erotyki i dokumenty podróżnicze. Ale kto przy zdrowych zmysłach wymieniłby wywracające się stoły i przesuwające się po podłodze fortepiany na intymnie oświetlone nocne kluby wypełnione po brzegi pięknymi egzotycznymi, kobietami?