eska

Kładąc się do snu nie poznałem swojego materaca. Mój kręgosłup musi już przypominać słynne „s” Sepultury. Za szczenięcych lat każdy z nas chciał mieć wytatuowaną „eskę”, najchętniej na nodze. I każdy chciał mieć białego B.C. Richa, takiego samego jak Max. Najbliżej zrealizowania marzeń był Siwy (dzisiaj bardziej Łysy, choć ksywa się nie zmieniła), któremu piękną replikę białego Warlocka wykonali portugalscy lutnicy. Reszta musiała się zadowolić „eskami” na wojskowych plecakach, pieczołowicie wymalowanymi ręką  utalentowanego kolegi, na którego nie wiedzieć czemu wołaliśmy Emu. Ciekawe, że gdy na wysokości płyty „Roots” Max dość drastycznie zmienił image na dresy, dready i takie tam, już tak chętnie za nim nie podążyliśmy. Mnie się nawet podobało, niestety z moich włosów wyszedłby może jeden kabanos, w dodatku nie za gruby. Ale to już inna historia. Tak samo jak obce materace. Nie mogąc zasnąć próbowałem sobie przypomnieć tyle hotelowych łóżek w których spałem, ile tylko się da, aż w końcu zasnąłem. To chyba lepsze od liczenia baranów, co nigdy w moim przypadku się nie sprawdziło (chyba za wiele ich otacza mnie na co dzień). Odtąd będę liczył hotelowe łóżka.

skasuj bloga*

Jak w filmie. Podjazd do domu, pilot, brama, pilot, garaż, winda. Odcinam się drzwiami od świata i zanurzam się w najpierw w zimnym drinku, a potem w ciepłym basenie – w moim przypadku odpowiednikiem tego jest kawa i dwie kreski tabaki. Szczypty właściwie, jak uszczypliwie podpowiada życie. Ćwiczyłem dziś cierpliwość robiąc zakupy z moją mamą. Nie było źle, w zasadzie wobec mnie była całkiem miła, za to niekoniecznie wobec obsługujących, co zawsze sprawia, że mam ochotę na oczach wszystkich zapaść się pod ziemię, pomachawszy z przepraszającą miną wcześniej. Żegnam was, Ziemianie, żyjcie długo i pomyślnie.

*Tytuł wpisu bez wpływu na dalsze losy tego miejsca. Bez związku z teraźniejszością, bez treści bezkresu.

split

Wiosną której nie ma (niewiosną) budzą się we mnie nowe osobowości.

Autysta, który na wieść o dwudniowym kawalerskim wyjeździe znajomego z pracy wpada w panikę, ma kaca z wyprzedzeniem, szuka u siebie objawów nie pozwalających mu wziąć udziału w wypadzie.

Artysta, któremu nagle wyrasta broda i który zaraz stworzy coś wiekopomnego, już za chwilę, za momencik, jak tylko narąbie drew za domem.

Przemysław Babiarz.

Głowa rodziny o matematycznych ustach.

Nie czas na nudę. Wygląda na to, że nuda tu nie zagląda.