W sobotę pierwszy raz w życiu sam zawiązałem krawat. Sobie. Podobało mi się towarzyszące temu uczucie. Samo noszenie krawata nie jest zupełnie w moim stylu, choć dobrze się w nim czułem. Kojarzy mi się po prostu z okazjami, przy których nie możemy być do końca sobą. Inna sprawa, że niektórzy z nas pozbawieni są tego luksusu i nigdy publicznie nie mogą ukazywać swojego prawdziwego ja. Chyba częściowo należę do tego właśnie grona. W każdym razie było to naprawdę przyjemne doświadczenie, nie wiem czemu kojarzące mi się z posiadaniem eleganckiego portfela.
Prawdziwy krawat. Jesteś już dorosły.
Ja okazyjnie muszki nosiłem gotowe wiązane i zszyte… Ale pod krawat często, tylko na sobie nie umiałem wiązać. Chętnie bym założył taki luzacki w stylu włoskim, lniana marynarka – ale za dużo zachodu. Poza tym juz ponad 20C mnie dobija.
Krawat powinien być, nie sama marynarka krawatowa z gołą koszulą bo to mi się kojarzy z pseudorobotniczymi przywódcami lewaków.
PolubieniePolubienie