Codzienność upycham gdzie bądź. W porannym tramwaju, w popołudniowym autobusie, w przychodni lekarskiej, w sklepie jednym, drugim… Przez cały dzień z całych sił staram się nie myśleć o tym, co zarezerwowane jest na ten raz krótszy, raz dłuższy moment przedsnu. Za zamkniętymi powiekami dzieją się rzeczy, o których nie śniło się psychoterapeutom. Trzymam się ich, przywiązuję się do nich trochę jak do złamanego masztu. Dzięki nim udaje się jakoś odpłynąć.