Patrzę na zegarek… wróć. Na telefon, nie sypiam w zegarku. W ogóle mało co śpię. Cztery po czwartej nad ranem. Od razu skojarzyło mi się z błędem 404. Page not found. Wyrwana ze mnie przez wiatr. Mogę ją jeszcze odczytać, wystarczy wychylić się po drugiej stronie mostu.
Miesiąc: Październik 2023
grzechotnik zapałczany
Podczas długiego marszu cały świat dostroił się do dźwięków w moich słuchawkach. Jakby wszystko słuchało muzyki razem ze mną. Pozostawione w nieładzie hulajnogi, opuszczona roleta w oknie, rejestracja samochodu elektrycznego, dziwny zawór na ścianie jakiegoś domu, naklejka z ogłoszeniem „Noclegi za 23 zł”. Wszystko w jedynym słusznym kolorze zieleni, choć nie wszystko w tym specyficznym, zgniłym odcieniu. No i oczywiście liście, przynajmniej te, które nie zdążyły jeszcze sczerwienić i zżółknąć. I igły, mnóstwo igieł. W życiu naprawdę ich nie brakuje. Na cmentarzu widziałem sporo kasztanów, z jakichś powodów nikt ich nie zbierał. Ja też nie.
taśma
Diane, mam złe przeczucie. Tak normalnie, bez dramatyzowania. I nie jest to wina pogody. Coś mi mówi, że jest zbyt dobrze, że parę razy miałem za dużo szczęścia i że wyczerpałem jego limit. Stanie się coś niedobrego. Mam nadzieję, że przytrafi się to tylko mi.
!oT co
Wracając do domu ujrzałem scenę rodem z powieści mojego starego przyjaciela. Mijałem właśnie posępny gmach muzeum, gdy w jednym z rogów nieregularnej bryły budynku ujrzałem… wiązkę balonów. Unosiły się na wietrze, pławiły się uwiązane do czegoś, czego z daleka nie za bardzo mogłem rozpoznać. Chyba była to poręcz do przypinania rowerów. W każdym razie uśmiechnąłem się i
prawie udało mi się dogonić tego chłopca. Przed oczami co chwilę majaczyły mi jego plecy. Nie martwiłem się, bo jeszcze nie padało, a on nie miał ze sobą papierowego okręciku. Co najwyżej chciałem się z nim zrównać, aby go uspokoić, że jedyne, co ewentualnie ujrzy w rynsztoku, to będzie to jego własny umysł. A nie jakiś tam klaun.
kasztany II
Chodząc ulicami gram ze światem w „kto znajdzie kasztana”. Gra jest o tyle trudna, że to już raczej nie pora na nie, ale jeszcze czasem udaje się natrafić na jakieś przykryte liśćmi, przeoczone przez zbieraczy w każdym wieku. Cieszę się z każdej zdobyczy, która po pobieżnym oczyszczeniu ląduje w mojej kieszeni na resztę dnia. W drodze do domu bezwiednie chowam dłonie w zakamarkach ubrania w poszukiwaniu ciepła, z radością i lekkim zaskoczeniem natrafiam na okrągłe kształty i nie wypuszczam ich jak długo się da. Mam wrażenie, że kasztany dostają się przez dotyk do mojego krwiobiegu, uzupełniając braki nagromadzone przez lata, wypełniając puste miejsce na nodze po niedawnym zabiegu chirurgicznym. Coraz mniej mnie we mnie, to staje się faktem. Kto wie, może kiedyś mój pot będzie pachniał jesienią, a moje łzy ktoś pomyli z krwią?
w koło
znajdziesz
wnikniesz
zrozumiesz i znikniesz

pół gwizdka
Podczas spaceru pomyliłem gwiazdę z dźwigiem.
Na tej półkuli to pół biedy.
kasztany
W tej rzeczywistości, w której czas wolny człowiek musi sobie wykrawać, tak jak musi niekiedy wykroić kawałek siebie i wysłać gdzieś do badania, kasztany potrafią dodać otuchy. I te rozjaśnione uśmiechami twarze dziewczyn, które już za chwilę będą sobie powiększały usta, a z ich kolczyków mógłbym sobie zrobić bransoletki na nogę… Na widok spadających na ziemię kasztanów odkładają smartfony, podnoszą jesienne owoce, oglądają je, niektóre chowają do kieszeni, na moment zdejmują maski youtuberek, szkolnych celebrytek, stając się po prostu sobą.
polowanie na czerwony październik
Wielokrotnie trzaskam obrotowymi drzwiami żeby w spokoju móc poczytać. Znowu mogę, ponownie chcę, na nowo lubię. Odwiedzam miejsca, od czasu do czasu, w których zostawiłem połowę życia. Nachodzi mnie taka refleksja, że gdyby ktoś mnie zapytał o ostanie dwadzieścia parę lat, to w zasadzie nie ma się czym chwalić. Może to i dobrze? Za to w kwasie mam mnóstwo zasług.