nieważkość

Jakoś tak więcej mnie jest, mimo że ważę mniej. Przestałem być ważny ;). Ach, te moje niejednoznaczne zabawy słowne… Proszę nie brać tego do siebie, trzeba mi to oddać. Od ponad dwóch miesięcy przebywam w stanie nieważkości. Nie chwaliłem się tym wcześniej, bo i po co, zresztą miałem przecież już w swoim życiu półroczny epizod abstynencji, który dosyć szczegółowo tu opisałem, żeby potem usunąć. Wtedy walczyłem z depresją, teraz… właściwie sam nie wiem. Z jednej strony po prostu zatęskniłem za stanem wstrzemięźliwości, bo czułem się wtedy świetnie, jak nigdy dotąd. Z drugiej – coś mi przeskoczyło w głowie, że powinienem to zrobić. Że czas na zmiany, że trzeba o siebie zadbać. Łatwo nie jest. Nie chcę się wdawać w szczegóły, napiszę tylko, że ja z tym nie mam w ogóle problemu, natomiast moje otoczenie przeżywa to moje niepicie silniej ode mnie. No trudno, co zrobić. Ja trwam.

Jedna myśl na temat “nieważkość

Dodaj komentarz