trzeci sezon

Być może po prostu czasem warto odczekać i życie samo napisze odpowiedni scenariusz. Oryginał nietknięty, no, może nieco tylko zmodyfikowany, nie udawajmy że aktorom nie przybyło tu i ówdzie kilogramów i siwych włosów. Nawet lokalizacja, mimo że bardzo walczy o to, aby wydawać się nietknięta upływem czasu, uległa subtelnym zmianom, choć dzisiaj chłostana jest wiatrem, tak jakby ten próbował zerwać z niej nowe warstwy, przywrócić dawny wygląd. Odświeżenie formuły można uzyskać przez powołanie do życia nowych postaci, albo takich, które pozornie nieobecne, nadawały jakiś sens poprzednim wydarzeniom. Wygląda na to, że krok po kroku, dzień po dniu, załamanie po załamaniu, wszystko zmierzało ku temu, aby jeden z głównych bohaterów nie musiał już nagrywać dyktafonem notatek, których dalszy los był mocno niepewny, nieokreślony, niedopowiedziany, być może nawet i przede wszystkim nieodsłuchany. Spirala zdarzeń zataczająca coraz szersze kręgi rozciągnęła się na podobieństwo kondensacyjnego leja i zrównała z ziemią… Ups, to nie ten film, chyba usiadłem na pilocie. Choć z drugiej strony coś jest na rzeczy. Krajobraz został uprzątnięty, tak jak by coś zdmuchnęło z niego wszelkie chwasty, przeszkody, śmieci i inne syfy, odsłaniając piękną zieloną ścieżkę prowadzącą do lasu. Albo, jeżeli wolisz, na plażę.

mak w betonie

W teorii jakoś to wszystko posklejałem do kupy. Spotkałem chłopca rysującego kredą serca, tego, którego bezskutecznie w ostatnich latach próbowałem dogonić. Jakimś cudem kwiat maku przebił betonową powierzchnię placu zabaw, wyrósł tuż obok wiecznie psutej przez starszych kolegów huśtawki. Szarość, twardość, upadki podczas gry w piłkę miały kształtować nasze charaktery. Z moim się nie udało, byłem zawsze zbyt delikatny, idealny cel późniejszych biznesowych rekinów. Jedni rysowali serca, ja – logo zespołu Europe. Choć podkochiwałem się w dziewczynie z tych nowych bloków, jednej z dwóch na całą szkołę chodzących czasem w t-shirtach z metalowymi zespołami. To było jednak nieco później, najpierw trzeba było przeczekać te wszystkie nieruchome popołudnia: drugi dzień którychś świąt, zapach mokrego od deszczu betonu, w telewizji nic, na podwórku nikogo. Rozrywką stawało się wszystko: wystawa zamkniętego sklepu zabawkowego, czyjeś spodnie z kadrami z niewydanego jeszcze u nas komiksu o Batmanie.