Liście opadły już dawno temu, czas zatem pisać list. Nie mylić z listą rzeczy, spraw, sprawunków. Atramentem sympatycznym, bo takiego listu do tej pory ludzkie oko nie widziało. I nie zobaczy. Wszak adresatem nie jest człowiek. List nie w butelce, nie w kieliszku nawet, bardziej w kubku z kawą, odręcznie napisany na serwetce. Skropiony perfumami, zamknięty w niepozornej kopercie. Jak go dostarczyć? Stojąc za zasłoną, pod nocy osłoną… Darujmy sobie tanie poetyckie zagrywki, poezja tkwi już w samej idei pisania listu. Wsunę go po prostu pod drzwiami, jak na filmach. Filmy z podejrzaną łatwością pokonują wszelkie granice.
Miesiąc: Styczeń 2025
rozdźwięk 2
nakłada mi się obraz
na dźwięk innego człowieka
rozdźwięk
Śniąc we śnie o rozmowach, które się nie odbyły:
– Jeszcze wczoraj czytałam książki których nie ma.
środa
Zapalam na balkonie lampki choinkowe, chociaż święta dawno się skończyły, a na zewnątrz pachnie siarką. Na polu widzenia pojawiły się różne geometryczne kształty, dzięki czemu ruszając głową cały czas patrzę jak przez kalejdoskop. Ostrzę noże posuwistymi ruchami, chcę żeby cięły powietrze, dźwięk, opadający welon.
pęknięcie
W kieliszku pół na pół iluzji i pustki. Słońce gaśnie zanim dociera do żołądka, a wraz z nim rozwiewają się nadzieje na ostatnią linię obrony. Nie mam z czego usypać wałów, wyczerpał się idealny narkotyk, woreczki nienapełnione. Nadciąga powódź.
spójrz
ułożyłem z rozsypanki to spojrzenie by
trzymać się go ze wszystkich sił
w chwilach taki jak ta
zwolnienie
Daj mi trochę czasu, a dokonam rzeczy niemożliwych. Wiesz, tak się mówi – „trochę”, ale tak naprawdę potrzebuję go dużo więcej. Bo niemożliwości nie biorą się z niczego. Zanim za cokolwiek będę mógł się zabrać muszę wypić dwie kawy. Koniecznie dwie, jedna po drugiej, w dodatku przed śniadaniem. Tak jak nie wolno. Po to między innymi, żeby dzień nie minął za szybko. Taki paradoks: naładuję się kawą, więc szybciej będę czekał. Na rozwój wydarzeń. Na sprzyjające okoliczności. Na przypływ natchnienia. Na rozgrzanie się piekarnika. Czas zwalnia, gdy się szybciej czeka. Nie pytaj mnie dlaczego tak jest. Zwolnij dla mnie trochę tego czasu, a dokonam rzeczy niemożliwych.
śnieg
Stoję oślepiony BIELĄ. Jest wonna, nieco winna, jest wolna. Krok w obojętnie jakim kierunku wydaje się być dobrym pomysłem. Wszystko wydaje się być dobrym pomysłem. Czekam na uniesienie nogi i postawienie jej, na ten przyjemny dźwięk który temu towarzyszy, gdy but styka się ze śniegiem. Nigdy dotąd na to nie czekałem. Aż do tej pory tak wiele o sobie nie wiedziałem.
na kleju
Ubieram bluzę sprzed kilku dni by poczuć tamtą atmosferę. Fałdy materiału skrywają tajemnicę, fałdy na mózgu się wygładzają, a chodniki przykryte śniegiem dostrajają się do sytuacji i marszcząc się rzucają kłody pod nogi. Faluje gorące powietrze wokół oddechu na śniegu, w wychłodzonym pomieszczeniu jedynie niewyraźna kawiarka daje odrobinę ciepła dłoniom i ustom. Rzucony z mostu patyk unosi się na falach, a mnie pozostaje co najwyżej pomachać znikającej za horyzontem rzeczywistości. Odkleiłem się, niech nikomu nie przyjdzie do głowy naklejać mnie z powrotem.
wycinek
Wychodzę w deszcz. Szybuję w słowach. W niebycie trwonię czas lepiąc dźwięki. Wychodzę w słońce. Czuję w uczuciach. Niewiele rozumiem, jeszcze mniej wiem. Wychodzę w niebo, płonie. Roztopiony asfalt spowalnia kroki. Nie umiem zmierzyć upływu czasu, nie jestem w stanie zaznaczyć żadnego punktu na osi. Wydaje mi się jednak, że umknęło mi kilka pór roku.