Liście opadły już dawno temu, czas zatem pisać list. Nie mylić z listą rzeczy, spraw, sprawunków. Atramentem sympatycznym, bo takiego listu do tej pory ludzkie oko nie widziało. I nie zobaczy. Wszak adresatem nie jest człowiek. List nie w butelce, nie w kieliszku nawet, bardziej w kubku z kawą, odręcznie napisany na serwetce. Skropiony perfumami, zamknięty w niepozornej kopercie. Jak go dostarczyć? Stojąc za zasłoną, pod nocy osłoną… Darujmy sobie tanie poetyckie zagrywki, poezja tkwi już w samej idei pisania listu. Wsunę go po prostu pod drzwiami, jak na filmach. Filmy z podejrzaną łatwością pokonują wszelkie granice.