Jestem w tym milczeniu telefonicznym, cały. Jestem w tych wszystkich oknach mieszkań w których nie żyję, i ty tam jesteś. Jestem w tej nieczynnej bibliotece, ktoś przez przypadek zostawił ją otwartą. Stoję pomiędzy regałami i za cholerę nie wiem po którą książkę sięgnąć. W drodze do miejsca w którym teatralnie wyzbywam się sił mijam biurowiec, w którym nikt o tej porze nie pracuje. Jedna sala konferencyjna świeci nie tylko pustkami, dziś niczego jednak się nie nauczę, nie dowiem. Muszę czekać do jutra, do jutra uciekać.
Miesiąc: Styczeń 2025
ty
wyssać z ciebie to co budzi cię w drgawkach
zębami rozszarpać by nie odrosło
rozgnieść butem zetrzeć w pył
spalić w tym ogniu samokontroli
droga
Pogodziłem się z tym, że którejś nocy będę szedł tą drogą. Ciemno, gwiazdy jedynym oświetleniem, brak pobocza. Brzęczące towarzystwo przewodów linii wysokiego napięcia nade mną, niepisany rozejm z samym sobą we mnie. Wojskowa kurtka i worek na ubranie, jak jakiś absolutnie nieświęty Mikołaj, nie o tej porze roku i z listami od jednej tylko osoby. I zatrzyma się w końcu obok mnie jakiś patrol z pytaniem co tu robię o tej porze. Dobre pytanie, na które nie znam odpowiedzi. Jeżeli nie będę miał przygotowanej jakiejś historyjki, najprawdopodobniej wyląduję tam, gdzie wszyscy ci, którzy podobnie jak ja jedynie mówili przez czyjś niespokojny sen.