stopy

Muszę to rozchodzić. W tysiącach kroków zdeptać szarzyznę asfaltowej rzeczywistości, bym nie rozszedł się w szwach. Podbiec gdy trzeba, coraz mniej uciekać. Po śladach twoich trafić do celu, gdziekolwiek by nie był, czymkolwiek by nie miał się stać. Stanąć na chwilę i obwieścić tłumowi wyświechtaną formułkę: proszę się rozejść, nie ma tu niczego.

Dodaj komentarz